Chłopaki do garów! - Kuchenka DIY

30.9.16

Długo myślałam, że gdy założę rodzinę, będę doskonałą Kurą Domową. Nie byłam pewna, jakim cudem się to stanie, ale wierzyłam w coś w rodzaju świetlistego snopa mocy, który spłynie na mnie i zmieni mnie w Super Saiyan Gospodynię. Kiedy jednak wybiła TA godzina, a ZUS zaczął zasilać moje konto kokosami, które dla niepoznaki podpisywał "zasiłek macierzyński", okazało się, że nawet owoc jogobelli ze mnie żaden, a co dopiero kura. No chyba, że rosołowa. 

Właściwie nie wiem, czego się spodziewałam, będąc totalnym antytalentem kulinarnym, hejterką sprzątania, organizacyjnym nieogarem i miłośniczką gier komputerowych. Z takiego połączenia Perfekcyjnej Pani Domu nie wyrzeźbisz, choćbyś skisł próbując.

Wprawdzie miałam etap usilnych starań, by podnieść kuchenne skille, hodowałam zakwas, piekłam chleby, bułki i zajebiste ciasta, ale - odwrotnie niż to bywa u innych (czyt. dobrych) matek - przeszło mi wraz z wydaniem na świat potomstwa. Coraz rzadziej wchodziłam do kuchni, bo każde wejście wiązało się z przypaleniem / rozgotowaniem / niedosoleniem / wysadzeniem w powietrze jakiegoś dania.

Dlatego tak często fantazjuję o powrocie niewolnictwa (przynajmniej w mojej gminie) i o tym, że przyprowadzam sobie z targu zdolnego kucharza, który w zamian za miejsce na rozłożonej w przedpokoju polówce gotuje nam pięć posiłków dziennie.
Albo... co mi tam, mógłby nawet spać między nami, w łóżku! Byleby raz dziennie było sushi.

Dodatkowym elementem trzymającym mnie z dala od garów jest mój Mąż, i to dosłownie. On rozumie moją niemoc i sam tak ładnie to ujął wyganiając mnie ostatnio z kuchni: Zostaw patelnię, Kasia. Ty... Ty masz inne talenty. No mam, mam, nie da się ukryć. Umiem ruszać uszami, grać na cymbałkach melodie z reklam i zakładać koszulki bez przewracania ich na prawą stronę (nagram Wam tutorial, luz).

Ale spokojnie, ja mam swój chytry plan i tak to wszystko zrealizuję, żeby móc się już niebawem wyręczać nieletnimi. Dlatego tak się cieszę, że Duży i Mały odziedziczyli po synach mojej koleżanki Magdy kuchenkę DIY. Kiedy więc Duży przynosi mi do zabawy jakieś roboty, każe mówić niskim głosem i walczyć, mówię mu wprost: Dzieciaku, chwilunia, jaka walka? Ja jestem pacyfistką! Aleeee co byście wraz z robotami powiedzieli na zabawę w... GASTRONOMIĘ!?

Pracowałam trochę w gastro i doskonale wiem, że ta robota opiera się na piciu alkoholu, wciskaniu gościom Dania Dnia z kończącym się terminem ważności i szczerzeniu się do najbardziej podchmielonych typów z nadzieją na dużego tipa, ale przecież jeszcze nie mogę mu tego wyjawić. Niech na razie myśli, że restauracja to po prostu wielka frajda z gotowania.
I wyżerka dla robotów.

Wracając do kuchenki: nie powiem Wam dokładnie, jak Magda ją wykonała, ale dam kilka wskazówek:

  • Cała konstrukcja opiera się na starej sosnowej szafce, której zdjęto fronty.
  • Zlew to stalowa miska wklejona w okrągły otwór w blacie. Obok przykręcona jest zwykła bateria kuchenna z kurkami.
  • Otwarte półeczki zasłonięte są kurtyną (wykonaną z chusty do noszenia dzieci - w końcu Magda jest certyfikowaną doradczynią chustowania!) rozpiętą na sznurku.
  • Palniki Magda zrobiła z czterech kółek z czarnego filcu przyklejonych do blatu.
  • Największym kozakiem jest dla mnie piekarnik. Drzwiczki to pleksi przykręcona do drewnianej ramy i ozdobiona czerwoną okleiną tak, by przypominała okienko. Na dole drzwi przytwierdzone są zawiasami, a na górze zamykają się na tzw. zatrzask meblowy. Reling też był fajny, ale został właśnie rozwalony przez moje dzieci (Madziu, naprawię!).
No dobrze, zgłodniałam. Komu warzywko z patelni? Szybko, szybko, zanim roboty zeżrą!



Spodobał Ci się ten post? Dziel się nim i śledź Piąty Pokój, aby być na bieżąco!

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

You Might Also Like

11 komentarzy