26.03.2019

Gdzieś to już widziałam, czyli limitowana kolekcja IKEA TÄNKVÄRD

Kiedyś myślałam, że produkty, które pojawiają się w IKEA, zostają w ofercie już na zawsze - chyba że okażą się wadliwe, rakotwórcze lub... nie wiem... opętane przez Szatana? Dzisiaj strasznie chce mi się z tego śmiać - nie mam pojęcia, co ja sobie myślałam. Nowości lądują "u Szweda" cztery razy do roku, a sklepy przecież nie są z gumy. Wycofywanie artykułów to codzienność, a liczne kolekcje limitowane to standard. Dlatego nie polecam zbyt długiego myślenia i zwlekania z zakupami.

Już w lutym dowiedziałam się o pewnej limitowanej kolekcji, na którą niecierpliwie czekam. Gdy to piszę, jeszcze nie ma jej na polskich stronach IKEA, ale to kwestia kilku dni: w kwietniu do sklepów zawita TÄNKVÄRD i zabawi tam jedyne 9 tygodni (lub do wyczerpania zapasów).

Przeglądając po raz pierwszy zdjęcia tej kolekcji, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś już je widziałam. Całkiem podobny klimat panuje bowiem na sesji, jaką zorganizowałyśmy podczas blogerskiego spotkania w Starachowicach. Choć u nas, mam wrażenie, było jednak bardziej śródziemnomorsko. Jak sądzicie?

20.03.2019

Do pobrania: Książeczka Górskiego Zdobywcy

Z miejscowości nad polskim morzem to ja najbardziej lubię góry. I wcale nie chodzi o to, że w górach nie ma Sebastianów zakopujących w piasku pety i znaczących swoją trasę puszkami po Specjalu. Nie chodzi o brak straganów z chińskimi zabawkami, które grają, sikają, liczą do 10 po niemiecku, szczekają jak opętany przez Beliala pudel i po jednym dotknięciu powodują raka skóry. Nie chodzi o to, że nie lubię chodzić po nadmorskich deptakach bokiem, żeby zajmować mniej miejsca i nie ocierać się o cudze ciała. W górach też są miejsca tłoczne, tandetne i śmierdzące uryną. Ale i tak wolę góry.

Bo po prostu jeszcze nigdy nie spotkałam jelenia na plaży.


Górołaz ze mnie średni. Raczej niedzielny i bardzo warszawski. Kiedy kilkanaście lat temu na szkolnej wycieczce w Pieniny spytano mnie, czy idę na Flaki, byłam gotowa łapać za łyżkę i wiązać serwetę pod brodą. Ale kiedy już w tych swoich japonkach (no żartuję, nie bijta) zdobywam szczyty, to jestem w niebie. I dzieciom moim też nakazuję: - Tu jest - mówię - niebo i proszę mi się teraz natychmiast zacząć ekscytować! Duży, odpowiedz mamusi, dlaczego góry wzbudzają w nas zachwyt i miłość? (...) Jak to Was nie zachwycają, jeśli tysiąc razy Wam tłumaczyłam, że zachwycają!?

Żeby się zmotywować do częstszych wypraw i żeby jakoś uatrakcyjnić to chodzenie dzieciom, postanowiłam zrobić własną książeczkę na pieczątki. Uwzględniłam w niej 28 szczytów należących do Korony Gór Polski, a na końcu dodałam 8 stron do uzupełnienia. Jeśli więc zdobędziecie jakiś wierzchołek spoza listy KGP, na przykład Szczyt Głupoty, to śmiało - wpisujcie bez krępacji.
Co do dzieci: może zdobywanie kolejnych stempli nakręci je jak odblokowywanie poziomów w jakiejś grze? Zobaczymy. Tutaj znajdziecie listę miejsc, w których można takie stemple znaleźć.

Zupełnie nie planowałam udostępniać książeczki szerokiemu gronu, ale jej zajawka na InstaStories bardzo Wam się spodobała - niełatwo było się przekopać przez wszystkie wiadomości z prośbą o podzielenie się tym moim tworem. Fajnie. Bierzcie zatem i drukujcie:


Projekt przewiduje wydruk dwóch książeczek na raz. Pamiętajcie, by ustawić druk dwustronny. Strony 1-2 możecie wydrukować na grubym papierze, który stanie się okładką. Nie przejmujcie się, jeśli nie będzie idealnie - to wszystko przecież dla frajdy!

Powodzenia! Drukujcie, pakujcie, wędrujcie, stemplujcie i strzeżcie się Baby Jagi na Łysicy.



KOCHASZ GÓRY? ZAJRZYJ JESZCZE TUTAJ:



DO POBRANIA: PLAKATY Z MOTYWEM GÓR



07.03.2019

Kuchenna wyspa inna niż wszystkie - DIY ze starego mebla

DIY
Czasami pytacie mnie, czy remont bądź metamorfoza, których się podjęłam, były trudne. "Trudny" i "łatwy" to pojęcia względne, toteż poczułam potrzebę ustandaryzowania sposobu mówienia o remontach. Żeby w jasny sposób oddać stopień trudności wykonywanych w domu zadań, pokusiłam się o stworzenie autorskiego wskaźnika.

Jednostka, której używam, to remontorozwody na godzinę (RR/h) - mówi nam ona, średnio ile razy w ciągu 1h remontu zachodzi realna groźba rozwodu. Dla przykładu, współczynnik remontorozwodów na godzinę dla tapetowania wynosi aż 3,8 RR/h, a dla omawianej w tym wpisie metamorfozy wyspy kuchennej jest to jedyne 0,3 RR/h.

22.02.2019

Kuchnia to nie tylko szafki, czyli (prawie) wszystko o akcesoriach i wyposażeniu


Mija dokładnie rok, od kiedy zakończyliśmy remont kuchni i muszę to przyznać: zerkając dziś w jej kierunku, cieszę się wciąż tak samo jak wtedy, świeżo po zdjęciu folii malarskiej. A może nawet bardziej, bo dziś mam już spłacone raty.

13.02.2019

Kwadraty na kwadratach #1, czyli dziesięć małych kont na Instagramie, bez których świat byłby gorszym miejscem

Instagram jest w porządku. Nie jest to może żadne fakyn' Eldorado, żaden tam Raj na Ziemi, gdzie szczupaki siedzą przy wspólnym stole z wędkarzami i nikt nikogo nie próbuje zeżreć z pajdą razowca, ale i tak jest spoko.

Wielu zjawisk tam nie rozumiem, do wielu mam dystans, wiele mnie męczy, nudzi, zachwyca, oczarowuje, wzbudza zazdrość, zrozumienie, szacun i radość. Raz czuję, jak moja dłoń sama leci w kierunku czoła z miękkim mlaśnięciem facepalmu, a innym razem mam ochotę stawiać kolejkę wszystkim, których tam podglądam. Bo Instagram jest tak różnorodny jak ludzie, którzy go tworzą.
I właśnie z tymi ludźmi chciałabym Was zapoznać.


08.02.2019

Dlaczego Marie Kondo należy traktować jak salceson

Bałagan jest jak zrobiona w liceum dziara z Tweetym: niby nie przeszkadza w codziennym życiu, niby miliony innych lasek też mają, niby rakiem nie grozi, a jednak przed ludźmi trochę przypał...