06.06.2018

Jak przestałam mordować rośliny - KONKURS

KRUCHE ŻYCIE KAKTUSA

Kiedyś myślałam, że macierzyństwo jest trudne i żmudne. Że ciężko tak o kogoś dbać, karmić, przewijać, odpowiadać "dlaczego", uczyć jazdy na rowerze i godzinami tłumaczyć, dlaczego majtek nie nosi się na leginsach, mimo że Superman tak właśnie robi. Zdecydowałam, że oleję przyrost naturalny i postawię na koty. Koty i rośliny.

I wtedy kupiłam sobie kaktusa.


Kaktus na przemian to flaczał i siniał jak wielka brodawa, to puchł i nabrzmiewał jak moje ego, gdy dostanę dużo lajków. W końcu nabawił się dziwnych plam, zaczął śmierdzieć jak woda po gotowaniu bobu, coś z niego wyciekło i zdechł. Surmy anielskie nie grały, Walkirie po dziada nie przyleciały, no wziął i umarł po prostu - zero poezji, zero symboliki, Maciej Boryna dałby 2/10 i to tylko z litości.