24.07.2015

Lampki biurkowe

Przed długą urlopową przerwą na blogu mam dla Was dużo dobra! Pod warunkiem, że akurat szukacie pięknej lampki na biurko. Siedzę od jakiegoś czasu w temacie domowego biura i choć w naszym Piątym Pokoju (klik!) nic jeszcze nie ruszyło do przodu, to ja już myślę o dodatkach i pierdółkach. Sporo czasu poświęciłam lampkom, a im dłużej szukam, tym więcej ich znajduję. Mam już chyba z 74 zakładki z lampkami w przeglądarce i jeśli ktoś natychmiast nie odetnie mi Internetu, to źle to się dla mnie skończy. 
A czego szukam? Czegoś, co będzie pasowało do poniższego moodboardu, który przedstawiłam w tym poście.
Celuję zatem w biel, pastele, drewno i ewentualnie czerń. Zobaczcie, co znalazłam do tej pory:
1. LAMPKI DREWNIANE
16.07.2015

Ptaki na horyzoncie!

Byłam ciekawskim dzieckiem. Ciekawskim i wiecznie żądnym wiedzy o świecie. Nerdem byłam, co tu dużo mówić. Kujonem. Pewnie dlatego potrafiłam godzinami siedzieć na dywanie i oglądać atlasy, encyklopedie, albumy i mapy. A tych w domu nie brakowało. 
Nie wiem, czy moje dzieci mi uwierzą, że kiedyś do rozwiązania trudnej krzyżówki potrzebne było ściągnięcie z półek opasłych tomów Encyklopedii PWN, rozłożenie Atlasu Geograficznego, słownika i kilku innych ksiąg. A i to czasem nie wystarczało.

Najciekawsze i najczęściej przeglądane były książki po Dziadku Leszku, które dziś kurzą się na regałach w moim domu rodzinnym. Ostatnio pożyczyłam sobie niektóre i aż się wzruszyłam, kiedy zobaczyłam podpis Dziadka u dołu jednej ze stron. Dziadek bowiem każdą ze swych książek podpisywał na 222. stronie. Taki znak rozpoznawczy.


Moja ulubiona pozycja to Atlas Ptaki Polski z 1972 roku. Lubiłam go przeglądać, choć jakość niektórych rycin (a właściwie jakość druku) pozostawia wiele do życzenia. Najlepsze było jednak czytanie opisów ptasich treli:

13.07.2015

Odpicuj swój fotel EKTORP



Nasz ikeowski fotel EKTORP JENNYLUND to mebel z historią. Kupiłam go 4  lata temu z zamiarem karmienia w nim Dużego, jednak szybko się okazało, że są wygodniejsze miejsca i pozycje. Jako półroczniak Duży już słabo się mieścił ze mną w fotelu, ostro wierzgał, a gdy odpychał się stopami od jednego boku, w drugi walił czachą, aż huczało.
Fotel objęły więc we władanie koty. Robiły z nim co chciały, aż któregoś pięknego dnia jeden z nich wdepnął w rozlany na biurku czarny tusz, a potem przespacerował się po bialutkim fotelu. Próbował stemplowania widocznie. 

06.07.2015

Ogarniamy Piąty Pokój! #2 - Stara BESTA na dwa sposoby

Stało się. Wiedziałam, że tak będzie.
Zmieniłam koncepcję aranżacji gabinetu jeszcze zanim zdążyłam Wam opisać poprzednią. Ale lojalnie uprzedzałam w pierwszej części (klik!), że tak może być i wcale nie jest mi głupio.
"Projekt" (brzmi szumnie, a to zaledwie zarysy w mojej głowie) był fajny, jednak im bliżej realizacji, tym trzeźwiejsze myślenie mi się włącza. Zaczynam wtedy odkrywać słabe punkty moich pomysłów. Zaraz Wam wszystko wyłożę i opowiem zarówno o projekcie, który z przyczyn technicznych do skutków nie dojdzie, jak i o tym, który (być może) w końcu zrealizujemy.
Cały poprzedni wpis (klik!) pozostaje aktualny, bo pomysł na biurko i przestrzeń wokół niego nie uległ zmianie. Zmianie uległ pomysł na:

Meble

Podstawowym "problemem" (#firstworldproblems, wiem) jest jakaś nieludzka wręcz ilość ikeowskich szafek BESTA, które przyjechały z nami z poprzedniego mieszkania. Szary połysk frontów to już nie jest to, na co chciałabym patrzeć, tym bardziej, że słabo zniosły przeprowadzkę i są porysowane, zniszczone i ogólnie ble.

Muszę więc gdzieś tę Bestę upchnąć, nie ma rady. Miejsce do przechowywania będzie w tym pokoju na wagę złota, więc nie ma co się na meble obrażać, tylko trzeba je dostosować do aktualnych upodobań i niech służą dalej. Zaraz na lewo od wejścia stanie więc pokaźna kolubryna po sam sufit, szeroka na 1,2 m - to pewne. Żeby nadać frontom zupełnie nowego charakteru planowałam przemalować je na czarny mat (może tablicówką, choć niekoniecznie) i wyposażyć w uchwyty typu muszelki w kolorze mosiądzu (po kilku latach testowania nienawidzę całym sercem tego bezuchwytowego systemu otwierania drzwi z IKEA). Wyobraziłam to sobie i wydawało mi się, że będzie ok. I prawdopodobnie byłoby, gdyby nie dwie kwestie:
  • przestraszyłam się, że taki czarny moloch tuż przy wejściu będzie wyglądał jak, nie przymierzając, trumna. Wielka trumna. Trumna skalnego trolla.
  • korpusy; korpusy są białe i ani pomalowanie ich na czarno ani pozostawienie białych nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem w tym konkretnym wnętrzu
Pomysł upadł, a właściwie został stopniowo, acz skutecznie wyparty przez nową, kiełkującą myśl i dwa fakty:
  • Chodzi za mną od pewnego czasu KOLOR; nazwałabym go... może dusty blue. Jasnoniebieski złamany szarością, mówiąc po słowiańskiemu
  • IKEA wyprzedaje za śmieszne pieniądze fronty BESTA VARA w w/w kolorze

#Przypadeg? Nie sądzę.
I tak idea lekko kolonialnego wnętrza padła. Rattanowe bujane fotele, na które czaiłam się na OLX trzeba było skasować z obserwowanych. Zapomnieć o serii IKEA NIPPRIG, która wydawała się idealna do mojej wizji. Zapowiada się, że będzie jednak bardziej skandynawsko niż sądziłam, a ja z tropików przeniosę się w chłodniejsze rejony. Może to i dobrze: jak mi będą palce grabieć na klawiaturze, to nie będę za długo siedzieć przed monitorem.
Stworzyłam dwa moodboardy, które - mam nadzieję - oddadzą obie wizje. 
Miało być tak:
/źródła zdjęć: uchwyty, szafki, komody, tapeta, stolik, leżak, plakat/

  • czarne matowe fronty z mosiężnymi uchwytami typu muszelki
  • na połowie ściany tapeta palm jungle firmy Cole&Son (wersja z ciemnym tłem)
  • na tle tapety lekka dwuosobowa sofka, najlepiej w egzotycznym klimacie: rattan, bambus, itp.; ewentualnie jednoosobowy fotel lub leżanka
  • stoliczek lub inny przybornik w kolonialnym stylu
  • na ścianach jakaś rycinka z tygrysem albo liściem paproci, takie tam...

Wszystko jednak wskazuje na to, że będzie tak:




/źródła zdjęć: Besta, uchwyty, tapeta, plakaty, siedzisko, lampa/

  • Szaro-niebieskie fronty (może się okazać konieczne wymieszanie ich z białymi, ponieważ w sklepie nie ma już małych, 38 cm drzwiczek)
  • uchwyty DIY ze skórzanych pasków
  • na połowie ścany tapeta Cole&Son palm jungle (niebieskie liście na białym tle) LUB inna tapeta, DIY (ale to póki co tajemnica)
  • coś do siedzenia - być może wykorzystam jeszcze kilka szafek i zrobię siedzisko DIY takie jak w bawialni (klik!); widziałabym tu też np. lekką, wiklinową ławkę
  • czarna, metalowa lampa podłogowa


Przyszłość rysuje się zatem w szaroniebieskich barwach. Ale czy moodboard stanie się ciałem...? Tego nie wie nikt!


UPDATE 14.05.2016: Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda nasze domowe biuro po remoncie, koniecznie zajrzyjcie tu:



01.07.2015

Tutorial DIY: barwiona butla (wodoodporna!) [video]

DIY
Wczoraj zasypałam Was inspiracjami z gąsiorami do wina w roli głównej (klik!). Pokazałam też kilka gotowych butlowazonów, które możecie kupić. Nie da się ukryć, że nie były tanie - ponad 300 zł za barwione szkło to nie jest mało.

Możecie jednak wyposażyć Wasze wnętrze w gąsior znacznie mniejszym kosztem. Najprostszy możliwy sposób to zakup zwykłego gąsiora do wina w hipermarkecie lub w sieci. Pięciolitrowe kupicie na Allegro już za 9 zł. Większe, 10-litrowe kosztują ok. 30 zł, a za 20-25 l zapłacicie 60-70 zł.

Jeśli odcień szkła będzie Wam odpowiadał, to sprawa załatwiona. Jeśli nie - czytajcie dalej.