24.02.2016

Tutorial DIY: Kwietnik ze starego T-shirta [VIDEO]

DIY
Wiszące kwietniki, choć może nieco trącą myszką, są genialne dzięki swojej niedostępności dla kotów i dzieci. Możecie być spokojni, że do tak podwieszonej doniczki nikt nie nasika, nikt nie jej nie strąci, nie przewróci, nikt się nie wespnie, nikt nie rozsypie ziemi w promieniu trzech metrów. Warunek: kwietnik trzeba umieścić odpowiednio wysoko. A kiedy mówię wysoko, mam na myśli naprawdę wysoko! Dwa metry. I macie święty spokój. 

Dzisiaj zdradzę Wam, jak zrobić najprostszy makramowy kwietnik (tę technikę pokazywała już m.in. Scraperka tu), ale oczywiście jest to tylko przykład i pretekst do uświadomienia Wam, jakie skarby leżą w Waszych szafach. Pomyślcie o tym, kiedy już wkrótce będziecie wycierać kurz na półeczkach i z pieśnią na ustach sprzątać dla Jezusa w garderobie (...znacie tego mema, prawda? My, poganie, nazywamy to wiosenne porządki. Osobiście: nie praktykuję.) 
Dobre, ale nielubiane ciuchy fajnie jest oddać potrzebującym, ale i tych dziurawych, spranych wycieruchów nie trzeba od razu wyrzucać - można wyczarować z nich wiele ciekawych rzeczy: od bransoletki po dywan.


Oto instrukcja video:



DO WYKONANIA KWIETNIKA Z KOSZULKI POTRZEBNE BĘDĄ:


  • stara koszulka z dzianiny (im szersza, tym lepsza)
  • drewniane koraliki
  • nożyczki
  • roślinka w osłonce
  • ew. wkrętarka i wiertło (do rozwiercenia otworów w koralach)

1. Rozłożoną równo koszulkę potnijcie tak, by otrzymać osiem pasów o szerokości ok. 3-4 cm (precyzja nie jest wymagana). Mocno naciągnijcie powstałe "krążki", aż brzegi dzianiny zwiną się do wewnątrz. Rozetnijcie je na szwie tylko z jednej strony.

2. Zbierzcie osiem pasów razem i - lekko je względem siebie przesunąwszy - zwiążcie w jeden duży supeł kilkanaście cm od brzegu. Brzydkie końcówki odetnijcie pod skosem.

3. Dobierzcie pasy w 4 pary i na każdej z par zawiążcie supełek ok. 3-4 cm od pierwszego, dużego supła. Powtórzcie to jeszcze dwa razy, zamieniając sznurki w sąsiadujących parach według poniższej sekwencji:
AA-BB-CC-DD
DA-AB-BC-CD
AA-BB-CC-DD
Gdzieniegdzie wplećcie drewniane koraliki.

4. Na pasach pozostały szwy, które trzeba zamaskować: w ich miejscu zawiążcie ozdobne supły, nawleczcie koraliki (właśnie dlatego radziłam Wam przesunąć sznurki względem siebie - żeby koraliki nie wypadły na tej samej wysokości), albo zróbcie jedno i drugie.

5. Umieśćcie doniczkę w powstałej siatce i dokładnie napnijcie na niej sznurki - pierwsze małe supełki powinny znaleźć się na dole osłonki, środkowe na jej środku, a  ostatnie - na jej szczycie lub tuż nad nią.

6. Zbierzcie wszystkie sznurki razem i zwiążcie u góry w zbiorczy supeł. Gotowy kwietnik możecie powiesić na umieszczonym w suficie haku, na karniszu, półce, a nawet - stabilnym regale. 

Byle, wiecie, wysoko...






19.02.2016

Miętowe poddasze Ushii

Ciężko w to uwierzyć, ale jakimś cudem znów mamy piątek i znów możemy - spakowawszy do plecaka miętowe dropsy i chemicznie czerwoną oranżadę - udać się na wycieczkę. Naszą gospodynią będzie dziś Ula, autorka bloga UshiiLandia.

Ushii nigdy się chyba do tego nie przyznała wprost, ale ja to wiem: ona jest wróżką. Konkretnie: wróżką meblową, a jeszcze konkretniej: wróżką meblową o specjalizacji odnajdywanie i przerabianie. Pośledźcie trochę jej bloga, a przekonacie się, że ilość zbiegów okoliczności i cudownych przypadków, podczas których Ula nieoczekiwanie wpada na jakiś staroć-z-duszą-o-jakim-akurat-marzyła, jest podejrzanie duża. Normalni ludzie tak nie miewają. Ushii zaś zdołała wypełnić takimi znaleziskami niemal całe swoje mieszkanie na poddaszu. To nawet mało powiedziane - u niej każdy kąt ulega nieustającym zmianom, a piękne meble i dodatki są w ciągłej rotacji. Niektóre znaleziska Meblowej Wróżki wymagają przeróbek i zmian, a lekkość i łatwość, z jakimi ta ich dokonuje, nie pozostawia wątpliwości co do jej czarodziejskiej natury.

Załóżcie okulary, Dalekowidze, przybliżcie nosy do ekranów, Krótkowidze, bo właśnie pukam do (oczywiście przerobionych przez Właścicielkę) drzwi!








Mieszkanie Uli i jej rodziny znajduje się na poddaszu - oprócz pewnych trudności w zagospodarowaniu przestrzeni, dodaje to +100 punktów do uroku i przytulności. Zdjęcia z tych wnętrz są zawsze tak ciepłe, jakby zalane popołudniowym światłem... Nie dziwię się, że Ushii od razu zakochała się w tym miejscu!






Zwróćcie też uwagę na jasną bazę, w jaką wyposażyli te wnętrza domownicy: ściany, kuchenne szafki, podłogi, bogactwo drewna - wszystko to jest proste i klasyczne. Dzięki temu Ula może do woli szaleć z dodatkami, malować meble na mocne kolory, zmieniać, przestawiać i za każdym razem otrzymywać równie doskonałe kompozycje.







Nie wytrzymam, idę szukać targów staroci w mojej okolicy! 
Miłego weekendu!
[Wszystkie zdjęcia są autorstwa Ushii - http://ushiilandia.blogspot.com/ i zostały wykorzystane za jej wiedzą, zgodą i błogosławieństwem]

17.02.2016

Szczypta boho dla każdego

Czy zdarzyło się Wam urządzać całe wnętrze pod jeden element wystroju? Tak dobierać kolor ścian, żeby współgrał z Waszą ulubioną łyżką do butów albo kupować meble dobrze komponujące się z wiszącą w rogu gaśnicą?

Tak? Wiedziałam!

Ja niedawno miałam okazję "urządzić" dwa wirtualne pokoje specjalnie pod... drzwi!
Pod koniec zeszłego roku zostałam bowiem zaproszona do współtworzenia najnowszego katalogu z inspiracjami dla marki Asilo - producenta drzwi fornirowanych (Ale nie tylko! Zaraz pokażę Wam niezłą petardę!)

Od jakiegoś czasu moim ulubionym stylem jest brak konkretnego stylu, a moje oczy najbardziej cieszy luźna mozaika boho, retro i prawdziwej Skandynawii. Nie mogłam więc odmówić sobie tego luzu także w tworzonych dla Asilo moodboardach.

Pierwszy pokój to gabinet, w którym główną rolę grają odmieniane przez wszystkie przypadki drewno i zieleń egzotycznych roślin. Do tego inne naturalne materiały: wełniany dywan w etniczne wzory, bezbarwne szkło lamp, skóra.

Do pięknie usłojonego forniru Szary Dąb od razu idealne wydały mi się ściany w odcieniu tzw. dull green, czyli zimnej zieleni z dużą domieszką szarości. Chłodny, pozbawiony żółci fornir, doskonale dopełnił ten kolor. Może jeszcze trudno Wam w to uwierzyć i nie będziecie się chcieli z tym pogodzić, ale przewiduję, że już wkrótce pożegnamy wałkowaną przez ostatnie sezony miętę. Zielonych tonów nam jednak nie zabraknie, bo miętę godnie zastąpi szałwia, pistacja i - przede wszystkim - zgaszona, brudna zieleń.
Z takim kolorem świetnie wygląda kropla czegoś mocniejszego i ciemniejszego: pawi granat, bardzo ciemny morski, czy indygo.

Może to za sprawą tego granatu - a może dzięki szlachetnemu butterfly chair z pięknej koniakowej skóry - wnętrze zyskało nieco męskiego i klubowego charakteru. Tak wyobraziłam je sobie ja:



...a tak zinterpretował je grafik, przeobrażając mój skromny moodboard w wizualizację:

 Drzwi Asilo "Colombo 5", Dąb Szary


Drugie zadanie było naprawdę fascynujące i nauczyło mnie czegoś zupełnie nowego: odkryłam drzwi ukryte. Jeśli jako małe dziewczynki jarałyście się F.H. Burnett i Tajemniczym Ogrodem, to na dźwięk samej nazwy czujecie dreszcz podniecenia. Ja czuję.

Co to w ogóle są drzwi ukryte? Komu to potrzebne? Co to daje?

  • drzwi zlicowane są z płaszczyzną ściany
  • ościeżnica ukryta jest w ścianie
  • zawiasy są niewidoczne
To jeszcze nic! Największą rewelacją jest według mnie model Linate Zero - zaprojektowany z myślą o całkowitym wtopieniu się we wnętrze. Linate Zero można malować, tapetować, pokrywać tynkiem strukturalnym. Przy każdej metamorfozie pomieszczenia zmieniamy także drzwi!

Przyznam szczerze, że jako posiadaczka przedpokoju z sześcioma skrzydłami drzwiowymi, fanka tapet i - przede wszystkim - miłośniczka częstych zmian, wiele bym dała za możliwość zastosowania takiego rozwiązania.

Tymczasem już przebieram nogami, by pokazać Wam drugi pokój, w którym mogłam zaszaleć z drzwiami Linate Zero i piękną, botaniczną tapetą Ava mojej ulubionej marki Sandberg:



Jak widzicie, jest to jasny, dziewczęcy pokoik. Ciepłe barwy i miękki dywan dodają mu przytulności, a białe sztukaterie i cokoły - kropli elegancji. Na podłodze wymarzyłam sobie bielony parkiet w jodełkę. W meblach i dodatkach - dużo naturalnego drewna, ale i cukierkowej słodyczy (jak np. ta witrynka od Wood Szczęscia). Efekt niczym niezakłóconej, monolitycznej wręcz płaszczyzny pokrytej piękną tapetą jest rewelacyjny. Powstał elegancki, trochę-scandi, trochę-boho, raczej-eklektyzm.

Jesteście ciekawi, jak wygląda pokój na wizce? A tak:

Drzwi Asilo Linate Zero

To tylko moja część inspiracji - jeśli chcecie zobaczyć, jak zabawiły się z drzwiami inne blogerki, zajrzyjcie do nowego katalogu Asilo:


15.02.2016

Tutorial: jak załatać dziurę po kołku

DIY
Lęk kobiet przed wiertarką wydaje mi się całkiem zrozumiały, a nawet zdrowy. Owszem, jest to dość uciążliwe, kiedy w mieszkaniu sam żelbeton, a nam nagle zachce się powiesić półeczkę, obrazeczek czy wieszaczek na srajtaśmę. Trzeba schować dumę do kieszeni i prosić zaprzyjaźnionych mężczyzn o pomoc, niestety.

A jeśli po miesiącu okaże się, że wieszaczek wisi za nisko, a obrazek jest jednak dość brzydki i trzeba go usunąć? Pozbądźcie się skrupułów, zdejmijcie go, a dziury zaszpachlujcie. Nie chcę już więcej czytać, że nie możecie czegoś przewiesić z obawy przed otworami po kołkach, dlatego pokażę Wam, czego wiele lat temu nauczyła mnie moja Mama. Od tego czasu załatałam w ścianach jakieś 86561910 ubytków i - choć pewnie jest to tylko jedna z metod - gwarantuję Wam, że działa.



DO ZAŁATANIA DZIUR W ŚCIANIE POTRZEBNE BĘDĄ:



  • gładź szpachlowa; od kilku lat używam TEJ gotowej masy; możecie też użyć gipsu szpachlowego "w proszku"
  • szpachelka
  • paca do papieru ściernego (np. TAKA)
  • papier ścierny drobnoziarnisty (gradacja 180 lub 240)
  • grunt uniwersalny (np. TAKI) i pędzelek
  • wałek, farba w kolorze ściany


Jak widzicie, trzeba wydać pięć dyszek i zaopatrzyć się w kilka nowych przedmiotów, ale są to rzeczy, które naprawdę warto mieć. U mnie w domu to artykuły pierwszej potrzeby, szczególnie od kiedy moje dzieci dostały w prezencie plastikowe młotki, którymi z upodobaniem napieprzają w tynki.


 1. Nabierzcie niewielką ilość masy i szpachelką uzupełnijcie ubytki. Zbierzcie nadmiar masy ze ściany.

 2. Gdy pierwsza warstwa gipsu wyschnie, załóżcie papier ścierny na pacę i przytrzyjcie nierówności.

3. Od razu przystąpcie do nałożenia drugiej warstwy masy szpachlowej. 

 4. Jak poprzednio, pozwólcie jej wyschnąć, a następnie przycierajcie, aż ściana będzie zupełnie gładka (sprawdzajcie to na bieżąco dłonią)

5. Pędzlem lub wałkiem nałóżcie grunt na całą "łatkę". Grunt jest bardzo rzadki, więc uważajcie, by nie utworzyły się zacieki - kiedy zaschną, ciężko będzie się ich pozbyć.
Gdy grunt wyschnie (po 15-30 minutach), zamalujcie całą łatę farbą w kolorze ściany.
Gotowe!
12.02.2016

Szczęśliwe miejsce Pani Pożyczalskiej

Dla takich aspołecznych dzikusów jak ja, blogowanie to bajka. Można poznać dziesiątki fantastycznych osób: czytelników, twórców i innych blogerów, siedząc we własnym domu przed monitorem. Można nawiązać świetne znajomości, a nawet przyjaźnie. Można tych ludzi bardzo, bardzo polubić wiedząc o nich tylko ułamek prawdy, a raczej: nie wiedząc większości (dlatego i mnie niektórzy lubią; to jest właśnie moja szansa!) Można codziennie prowadzić rozmowy, pogaduszki, ploteczki. Można doskonale wiedzieć, co u nich słychać i jaką znowu pierdołę przywlekli ze śmietnika do domu.
A co najlepsze: można to wszystko robić w majtkach i szlafroku.
Fajnie jest spotkać ich raz na jakiś czas, bo rozmowy twarzą w twarz mają w sobie magię i autentyczność zarazem. Jak czarno-białe fotografie. Ale internetowy kontakt dla leniwych a zarazem zabieganych to zaprawdę, zaprawdę wielkie ułatwienie i dar z niebios. Alleluja, niech żyje stałe łącze i transfer mobilny!
Mam kilka takich osób, o których myślę bardzo ciepło, chociaż nigdy ich nie poznałam. Jedną z nich jest Agnieszka. Aga, jaką sobie wyobrażam, jest zawsze uśmiechnięta, dobra, wyrozumiała i cierpliwa. Jest odważna w podejmowaniu decyzji, dojrzała i mądra w dążeniu do celu. Jest Kobietą-Kwiatem. A może raczej Kobietą-Borówką! 
To były moje wyobrażenia, natomiast niezaprzeczalne fakty są takie: Agnieszka jest home stagerką, autorką bloga Happy Place i współtwórczynią Borrówki - Wypożyczalni Rzeczy Ładnych, którą założyła ze swoją przyjaciółką. Dziewczyny organizują klimatyczne sesje zdjęciowe, stylizują, ozdabiają, a przede wszystkim wypożyczają dekoracje na (głównie dziecięce) przyjęcia i eventy. W świecie zalanym chińskim plastikiem próbują przekonać nas, że nie wszystko trzeba mieć na własność, szczególnie jeśli potrzebujemy tego tylko na jedną okazję. Są w tym bardzo autentyczne - śledząc bloga Agnieszki zobaczycie, że (wy)pożyczanie jest jej życiową filozofią, a Borrówka tej filozofii ucieleśnieniem. Ona wierzy w to, co robi.
Uwielbiam estetykę, która niezmiennie przewija się przez Happy Place i Borrówkę - kolorowy vintage, ukwiecona łąka, pudełko czekoladek. I takie jest też mieszkanie Agi. Ktoś napisał o nim, że wygląda jak domek dla lalek. Owszem, ale nie dla pustych Barbie. To jest domek dla lalek, które wiedzą, czego chcą!




















Kochani, na koniec mam mały apel do Was (nie spytałam Głównej Zainteresowanej o zgodę, ale mam nadzieję, że nie będzie miała do mnie żalu za tę partyzantkę): Aga bierze udział w konkursie Kobieta z Pasją. Jeśli zajrzycie TU i pod jej zdjęciem klikniecie "Poleć", na pewno sprawicie jej ogromną przyjemność.
Dzięki!

[Wszystkie zdjęcia są autorstwa Agnieszki Wrodarczyk i zostały wykorzystane za jej wiedzą, zgodą i błogosławieństwem]