30.03.2018

Mała, ale wariatka - nasza mikrołazienka

Zawsze powtarzam: rozmiar nie ma znaczenia, liczy się fantazja. Ba, czasem nawet małe rzeczy są lepsze niż duże. Weźmy takie Seicento: nie dość, że wszędzie zaparkujesz, to jeszcze możesz robić psikusy innym kierowcom. Ileż to razy już witaliście się z gąską, już prawie otwieraliście szampana, widząc idealne miejsce parkingowe pod samym wejściem do sklepu, niemalże na samiutkim czerwonym dywanie, żeby po chwili przekonać się, że stoi tam Seicento? No ja też bazylion.

Tak, niektóre małe rzeczy są super. Małe pieski, małe kotki, małe myszki, małe podatki. Inne jednak fajniej mieć większe i - wbrew wszystkim bezeceństwom, o których teraz myślicie - chodzi mi o łazienki.

Choć mamy naprawdę spore mieszkanie, nasze łazienki do dużych nie należą. Żeby nazwać je domowym SPA bądź salonami kąpielowymi, trzeba by się porządnie zbąblować żelem pod prysznic i dać ponieść kolorowym jak bańki fantazjom. Jednak mimo swej niezbyt imponującej kubatury, obie są całkiem funkcjonalne.

wnękowa kabina prysznicowa
Fot. Piotr Motrenko