05.05.2015

Wnętrza inne niż wszystkie

Dziś Mały (ta krewetka, którą wczoraj urodziłam, czaicie??) kończy rok! Z tej okazji chciałabym Wam pokazać dwa wnętrza, które na zawsze chcę pamiętać i które - mimo że szczytem osiągnięć dekoratorskich nie są - wywołują u mnie dreszczyk ekscytacji. Tam się dzieje magia, codziennie po kilka razy!


Zaczniemy od końca i najpierw pokażę Wam:


PARYŻ


Tak tak, dzisiejszy Jubilat przyszedł na świat w Paryżu. Warszawskim Paryżu, bo taką nazwę nosi jedna z sal Domu Narodzin znajdującego się w szpitalu Św. Zofii. Sale są trzy: Londyn, Rzym i Paryż, każda choć odrobinę nawiązująca do swej nazwy.

Musicie wiedzieć, że jestem ogromną szczęściarą, że w tak gorącym porodowo miesiącu jak maj, udało mi się po prostu przyjechać na izbę przyjęć i dowiedzieć się, że w Domu Narodzin jest dla mnie miejsce!


Zanim powiecie, że "szału nie ma", pamiętajcie, że to jest szpital. Porodówka. Bez koszmarnych kafelków, łóżka z rzemieniami jak z horroru i lamperii.

Jest za to wygodne, domowe łóżko, w którym przysypiałam sobie między skurczami, łóżeczko dla dziecka, rozkładany fotel dla współrodzącego, wanna, no i oczywiście łazienka. Jest tak dobrze! Wszystkie kobiety powinny mieć możliwość rodzenia w takich warunkach, jeśli tylko zechcą.

A chcecie rzucić okiem na pozostałe sale? Oto one:


RZYM



LONDYN


Duży miał tego pecha, że Dom Narodzin otwarto dopiero po jego urodzeniu. Ale też źle nie miał. Sala Wiśniowa w Szpitalu Św, Zofii mimo trochę czerstwej tapety również daje radę:


Wybaczcie pikselozę - panował miły, sprzyjający wyciszeniu półmrok, hehe.

To tyle chciałam Wam dziś pokazać. Dwa miejsca, w których zmieniło się moje życie.

[zdjęcia ukradłam ze strony szpitala oraz z Gazety Stołecznej]