Metamorfoza Wyjątkowo Szpetnego Fotela, czyli jak odnowić mebel z rattanu

9.11.16

Pamiętacie mebel, który pomógł mi zdefiniować pojęcie prawdziwej miłości? O ten:


Jego pseudonim operacyjny to Wyjątkowo Szpetny Fotel. Na wstępie musimy wyjaśnić sobie jedno: metamorfoza Wyjątkowo Szpetnego Fotela nie uczyniła z niego pięknego mebla. Wyjątkowo Szpetny Fotel nadal jest wyjątkowo szpetny, tylko ma nowy kolor i kilka ozdobników. Wciąż jednak jest asymetryczny, wciąż skrzypi, trzeszczy i wyrywa nieuważnym włosy. Nie będę się jednak nad nim więcej pastwić, bo był dla mnie cenną lekcją i dzięki godzinom spędzonym na jego odnawianiu, wiem lepiej, jak powinno się za reanimację takiego mebla zabierać. Albo raczej: jak się NIE zabierać.



JAK ODNOWIĆ MEBEL Z RATTANU


Wiklina, bambus, rattan i inne naturalne "plecionki" potrafią zauroczyć swoją lekkością i wprowadzić do wnętrza nieco egzotycznego sznytu. Meble stojące wewnątrz pomieszczeń możemy (choć nie musimy) polakierować bezbarwnym preparatem. Należy je też regularnie odkurzać i czyścić - do tego najlepiej nadają się szczotki z miękkim, naturalnym włosiem i odrobina wody z octem. Trzeba jednak bardzo uważać, żeby nie przemoczyć mebla, mógłby bowiem się odkształcić lub odbarwić. Gdy z biegiem czasu wiklinowe lub rattanowe przedmioty ulegną zniszczeniu, zazwyczaj jedynym ratunkiem pozostaje przemalowanie całej ich powierzchni. Zobaczcie, jak się za to zabrać:

WSF przed metamorfozą


1. Oczyszczanie


Najpierw trzeba oczyścić mebel ze starych farb i lakierów. Jeśli - tak jak mi - nie chce się Wam zeszlifowywać ich do żywego, pozbądźcie się przynajmniej tych warstw, które się łuszczą i kiepsko trzymają się podłoża. Do walki ze starą farbą przyda się cały arsenał: ja użyłam cykliny (na równych powierzchniach), papieru ściernego (w zakamarkach) i waty stalowej (głownie na powierzchniach plecionych, a także na koniec - w celu wygładzenia fotela).




2. Gruntowanie


Po oczyszczeniu, na powierzchnię fotela nałożyłam dwie warstwy białego gruntu do drewna. W łatwiej dostępnych miejscach operowałam gąbkowym wałkiem. Choć zazwyczaj nie trawię i nie używam tego wynalazku (strasznie pije farbę i oddaje ją w nierównomierny sposób), to tutaj świetnie się sprawdzał ze względu na swoją miękkość - wystarczyło mocniej przycisnąć, aby dostać się w trudniej dostępne miejsca.

Totalne hardkory w postaci niezliczonych szczelin, plecionego siedzenia i łączeń tyczek zdobywałam pędzlami: okrągłym średniaczkiem oraz zupełnym wypierdkiem (takim, wiecie, do malowania akwarelami na kartce A4 podczas szkolnej lekcji plastyki). Koszmarnie żmudne i wyczerpujące zadanie. Dlatego w końcu zdecydowałam się na outsourcing i zatrudniłam fachowca:

Gruntowanie...

...i po gruntowaniu.


3. Malowanie


Farbę do pomalowania "stworzyłam" sama. A właściwie jej kolor. Ponieważ chciałam uzyskać barwę szarozieloną (taką trochę khaki, ale z mniejszą ilością żółci), kupiłam szarą farbę akrylową i pigmenty: biały, zielony, granatowy. Z puszki odlałam taką ilość farby, która powinna wystarczyć mi na dwukrotne pomalowanie mebla (to bardzo ważne, bo szansa, że uda się drugi raz uzyskać identyczny kolor, jest dość marna) i zaczęłam zabawę: stopniowo dodawałam zielony pigment, potem nieco granatowego i sporo białego. Kilka razy nakładałam uzyskany miks na fragment fotela i oceniałam, czy barwa mnie satysfakcjonuje.

Generalnie, jestem zadowolona z efektu, kolor bardzo mi się podoba, choć... zupełnie nie jest to to, co zamierzałam uzyskać! Dlaczego? Powód jest prosty: pigmenty mieszałam przy silnych LEDach, fotel malowałam w halogenowym półmroku, a kolor oceniłam dopiero na drugi dzień, w świetle dziennym (ale takim październikowo-listopadowym, coś à la noc polarna na kole podbiegunowym). Także, kto wie, może latem okaże się, że to jednak jest ten odcień. Nigdy nie wiadomo...

Mimo całej frajdy, jaką miałam przy kolorystycznych kombinacjach i samym malowaniu, muszę otwarcie przyzać, że odradzam Wam tę metodę. Straciłam na nią ogromnie dużo czasu i nie jestem pewna, czy akrylówka długo utrzyma się na tej nietypowiej powierzchni. Gdybym miała drugi raz odnawiać WSF, zagruntowałabym go farbą w sprayu (np. RUST-OLEUM) i polakierowała - również sprayem.
Wybór kolorów sprayów w marketach nie jest imponujący, dlatego sprzedam Wam sprytnego tipa od mojego Męża: zaopatrujcie się w sklepach (także internetowych) z farbami dla grafficiarzy. Godna polecenia marka Montana  ma próbnik kolorów opiewający na ok 80 pozycji. Nie ma za co.


4. Skórzane wykończenia


Chcąc wzmocnić rozchybotane "stawy" Wyjątkowo Szpetnego Fotela, byłam bliska zamówienia szpuli rattanu i oplecenia na nowo wszystkich łączeń. Cenowo nie wyglądało to jednak zbyt korzystnie, więc ruszyłam głową i wymyśliłam inne (i chyba bardzie efektowne) rozwiązanie - zamiast rattanu kupiłam płaskie rzemienie i w kilku miejscach zastąpiłam nimi oryginalne łączenia. Do przymocowania użyłam malutkich gwoździków.


Oto jak prezentuje się skończony fotel. Tak jak uprzedzałam: szału nie ma, ale ilość wspólnie spędzonych godzin bardzo nas do siebie zbliżyła. Muszę przyznać, że pałamy do siebie coraz większą sympatią, chociaż ja wciąż wypominam mu, jakim wrzodem na dupie się dla mnie okazał, a on - słysząc z moich ust słowo dupa - zaczyna od razu coś tam skrzypieć o mojej wadze, o ilości zjadanych przeze mnie czekolad i rosnącym rozmiarze bielizny. Nie wiem w ogóle, co mu do tego. Phi.



Na koniec, dla wytrwałych, mam wyniki konkursu z Bobbiny.pl. Słuchajcie, powiem uczciwie: zasypaliście mnie taką lawiną fan-tas-tycz-nych wspomnień i opowieści, że ledwo się przez nie przekopałam! Te wszystkie zabawne i wzruszające historie zasługują na książkę, poważnie tak myślę. Moje wspomnienia są raczej mgliste, więc nawet nie wiecie, jak bardzo Wam zazdroszczę tych wyrazistych obrazów z dzieciństwa... Lody włoskie, ciepłe Murzynki, półkuliste Cassate, robione ręcznie przez mamusie i babcie sorbety - przenieśliście mnie do sielankowej krainy dzieciństwa, gdzie nie ma większych zmartwień niż przeciekające wafelki i poplamione sukienki...

Chciałabym odwdzięczyć się Wam wszystkim, ale wiecie, jak jest. Myślałam, że jak zrobię sobie wstępną selekcję, to będzie mi łatwiej dokonać wyboru, ale kartka skoczyła mi się gdzieś w połowie Waszych komentarzy. No dobrze, nie będę już Was torturować, zróbmy to szybko, żeby jak najmniej bolało:

120 metrów sznurka Bobbiny Rainbow otrzymują: 

yoasia_88 za anegdotkę o "muzycznych" lodach,
Cytrulina za zaintrygowanie mnie niesamowitymi smakami lodów od p. Kwaśniaka,
magda.pogorzelska za przywołanie wspomnień o swoim Dziadku, który tak bardzo przypomina mi mojego

Dziewczyny, prześlijcie mi, proszę, dane do wysyłki na adres piatypokoj{małpa}gmail.com

Wszystkim, którzy podzielili się ze mną swoimi lodowymi historiami, raz jeszcze pięknie dziękuję. Mam nadzieję, że - chociaż muszę Was wypuścić z pustymi rękami - nie żałujecie tego zagłębienia się w świat dzieciństwa i czas ciepłych, beztroskich wakacji oraz że choć na chwilę oderwało Was to od ponurej listopadowej aury. 


Spodobał Ci się ten post? Dziel się nim i śledź Piąty Pokój, aby być na bieżąco!

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

You Might Also Like

32 komentarzy