Do pobrania: Kalendarz na rok 2017

6.12.16

Co roku kupuję śliczny książkowy planer - wybieram go niemal przez cały grudzień z zapałem godnym lepszej sprawy. Obiecuję sobie, że staniemy się nierozłączni: będzie moim ulubionym gadżetem, zawsze przy mnie.  A ja będę jak taka elegancka dziennikarka z hollywoodzkiej produkcji, wiecie: szpileczki, garsonka, skórzana torebunia i notesik zawsze w dłoni. Z tą różnicą, że ja nie jestem elegancka, nie umiem chodzić na szpilkach, nie mam skórzanych torebek, a do włożenia garsonki nie zmusi mnie nikt i nic. Nigdy. No chyba, że bal przebierańców.
I co roku kończy się to tak samo: 

Styczeń

Na razie jedyne, co wpisałam do kalendarza, to moje nazwisko i telefon - szkoda by było zgubić tak ważny gadżet. Będzie tu tyle potrzebnych informacji - to jakby zgubić prawą rękę!

Luty

Dziewicze, nietknięte kartki szeleszczą z wyrzutem.

Marzec

Dostaję wiosennego kopa i zaczynam notować, co się da. Na najbliższy weekend mam już trzydzieści dwa zadania. Nie, zaraz. Trzydzieści trzy.

Kwiecień

Kończy się miejsce z etykietą "do zrobienia" (za mało dali, tylko 15 kartek). Czas przejść od notatek do czynów! Czuję moc buzujących we mnie wiosennych soków, mogę przenosić góry! Ale to nie dziś, może w przyszłym tygodniu jednak.

Maj

Rety, jak pięknie, jak zielono! No a lasy, skanseny i ruiny zamków same się nie odwiedzą. Gubię notes gdzieś w domu.

Czerwiec

Wpadnięty za pralkę kalendarz cichutko płacze z osamotnienia. 

Lipiec

Planujemy urlop, czas odnaleźć i odkurzyć mój super-duper planer. Muszę skrupulatnie zanotować wszystkie wakacyjne szlaki i miejsca warte odwiedzenia. Ależ mam tu teraz skarbnicę wiedzy, witaj przygodo!

Sierpień

Jedziemy. Sto kilometrów od domu orientuję się, że nie zabrałam notesu.

Wrzesień, Październik, Listopad

Już nie warto nic notować, i tak zaraz koniec roku.

Grudzień

Rozpoczynam poszukiwania nowego planera, w końcu to taki przydatny pomocnik!
W tym roku też nie odmówię sobie tej przyjemności, chociaż przyznam, że coraz bardziej kusi mnie, by spróbować prowadzić bullet journal (słyszeliście? Można o tej metodzie poczytać tu, a tu obejrzeć filmik). Choć mniej efektowny, to z pewnością jest bardziej ekonomiczny - wystarczy zeszyt i długopis. Obawiam się tylko, czy to nie wymaga zbyt dużo zaangażowania i systematyczności...
Planer planerem, ale tak naprawdę w domu nie umiem się obejść bez kalendarza ściennego. Właściwie nie zaznaczam w nim prawie nic oprócz wizyt lekarskich, ale jest ich tak wiele, że niemal brakuje wolnego miejsca w kratkach. Ponadto, spod licznych skreśleń można jeszcze odszyfrować takie porażki, jak "od dziś dieta" lub "trening z Chodakowską". Krzyżykami zaś zaznaczam dni, kiedy na nikogo nie wrzeszczę i jestem miła dla rodziny. A właściwie krzyżykiem, bo jest tylko jeden. W marcu 2016.
No ale co będę sama tak zaznaczać? Drukujcie i wieszajcie mój kalendarz na nadchodzący rok:

Zgodnie z zapowiedzią (tutaj), kalendarz sponsorują darmowe zdjęcia oszałamiającej przyrody: dzikich lasów, rozgwieżdżonego nieba, gór, mórz i łąk. Czyli stare dobre "Pejzaże" tudzież "Piękna Ziemia", tylko w nowej, nieobciachowej formie. Smacznego. Niech Was dobrze nastroją na cały nadchodzący rok.

Będzie mi miło, jeśli puścicie kalendarz dalej, w szeroki świat. Zamiast klepania po plecach i porozumiewawczego spojrzenia w stylu good job - udostępnienie. Dzięki!

You Might Also Like

0 komentarzy