13.09.2018

Maksymalizm oswojony

Koniec czerwca to woń skoszonej trawy, koniec grudnia – przyprawy do piernika, a koniec sierpnia co roku pachnie jak… świeży katalog IKEA. Czasem się zastanawiam, czy jestem jedyną osobą, która przed przejrzeniem go zawsze musi zaciągnąć się tym zapachem. Ale przyznacie, zapach jest nie do podrobienia. Tak samo zresztą, jak i zawartość.
Jeszcze ciepły katalog na rok 2019, choć pachnie tak samo jak poprzednie wydania, jest przełomowy i różni się od nich znacznie. Być może ten czy ów zauważył, że coś się zmieniło, ale chcąc utrzymać poziom polskiego czytelnictwa na uwłaczająco niskim poziomie, z zasady nie przeczytał słowa wydanego drukiem. Nie martwcie się, zaraz wyjaśnię, dlaczego tym razem katalog jest jakiś taki inny.

Do tej pory IKEA w swoim corocznym wydawnictwie prezentowała aranżacje wnętrz z podziałem na funkcje, i tak mieliśmy: dział kuchni, dział łazienek, sypialni, etc. Tym razem mamy do czynienia z zupełnie nową koncepcją: Zbierając wieloletnie doświadczenie marki, wyniki raportu IKEA Życie w domu oraz liczne wizyty domowe i odbyte z mieszkańcami rozmowy, opracowano i zaaranżowano siedem domów, z uwzględnieniem wszystkich pomieszczeń. Za każdym domem stoi jakaś rodzina, jej historia, potrzeby, preferencje, trudności i kaprysy. W czym takie szerokie podejście jest lepsze od dotychczasowego?
Po pierwsze, czytając opis poszczególnych domów i sytuacji życiowej ich mieszkańców, możemy zobaczyć, czy identyfikujemy się z którąś z tych dróg, czy borykamy się z podobnymi problemami. Jeśli tak – IKEA podaje na tacy gotowe rozwiązania do każdego niemal pomieszczenia.
Po drugie, produkty IKEA są zaprezentowane (bo koniec końców o to przecież w katalogu chodzi) na tle pewnej całości. Nie widzimy ich już w wąskim kadrze, w oderwaniu od reszty mieszkania, lecz w szerokiej perspektywie. Widzimy, jak spójny może być cały dom. Niektóre wydają mi się aż nadto jednolite i konsekwentne, ale domyślam się, że chodzi o ideę i zasygnalizowanie, że pewnymi prostymi trikami możemy spiąć wszystkie wnętrza w funkcjonalną, ale i stylową całość.
I tak, w tym roku inspiracji możemy szukać w:
  • Stonowanym, pieszczącym zmysły, idealnym do odpoczynku mieszkaniu („Azyl w środku miasta”)
  • Pełnym kolorów, tryskającym kreatywnością mieszkaniu samotnego samodzielnego rodzica („Ograniczona przestrzeń bez ograniczeń”)
  • Maksymalistycznym, wypełnionym osobistymi przedmiotami domu („Gdy więcej znaczy więcej”)
  • Współdzielonym miejskim apartamencie, którego mieszkańcy na pierwszym miejscu stawiają troskę o środowisko („Dobre pomysły – naturalnie!”)
  • Domu duuużej rodziny, z dziećmi o pełnym przekroju wiekowym (od nastolatka po niemowlę) („Pełna chata”)
  • Wieloosobowym mieszkaniu, w którym domownicy nie trzymają się sztywnych ram tradycyjnego urządzania („Otwórz się na zmiany”)
  • Małej kawalerce, w której liczy się każdy centymetr kwadratowy („Miejsce na wielkie pomysły”)
Prezentacje powyższych domów są – po staremu – przeplecione rozdziałami tematycznymi, gdzie obejrzycie zarówno nowości, jak i nieśmiertelne hiciory, kochane i wybierane przez klientów od lat. Zwróćcie uwagę na zdjęcia – może już mi pamięć kuleje, ale wydaje mi się, że tak ładnych i kolorystycznie podniecających fotografii jeszcze nie było.

GDY WIĘCEJ ZNACZY WIĘCEJ

Skoro wiecie już, jak i z czym jeść tegoroczny katalog, pochylmy się teraz nad tym z wnętrz, które mnie najbardziej urzekło i w którym widzę siebie za kilkadziesiąt lat, niemal bez poprawek. Tak, dobrze myślicie, porozmawiamy o domu, na widok którego przeciwnicy przedmiotów „stojących na wierzchu” dostaną wysypki i szkorbutu.
Ten wysmakowany, żywy dom zamieszkuje para z bogatym bagażem wspomnień i nie mniej obfitym inwentarzem pamiątek. Każdy przedmiot opowiada tu jakąś historię, dlatego zasługuje na swoje miejsce w przestrzeni i na uwagę. Lubicie, kiedy dużo rzeczy jest na wierzchu? To cieszcie oczy:


ZROZUMIEĆ MAKSYMALIZM

Według wspomnianego przeze mnie wcześniej raportu Życie w domu, 27% ludzi czuje presję społeczeństwa, by żyć bardziej minimalistycznie. Zachęca do tego wiele książek, trąbią o tym influencerzy. Minimalizm jest traktowany jako wybór osób bardziej świadomych. Jest w trendzie. Posiadać mniej jest rzekomo modnie.
Zgadzam się z ideą ograniczania zbędnych zakupów, odpadów, etc. Uważam, że konsumujemy (i marnujemy) zbyt dużo, sama mam to na sumieniu. To zdecydowanie coś, nad czym warto pracować: w szafie, w lodówce i nie tylko. Lepiej mieć mniej przedmiotów, ale za to takich, które dzięki swojej jakości zostaną z nami na dłużej. Lepiej kupować żywność z głową (tj. z listą) i nie wyrzucać do śmietnika tego, czego nie damy rady przejeść. Myślę, że warto jednak rozróżnić zdrowy, życiowy minimalizm od wymuszonej wnętrzarskiej ascezy.
We wnętrzach minimalizm i maksymalizm (taki, jakim go rozumiem) skupiają się w gruncie rzeczy na tym samym: na wyborze rzeczy ważnych. Sęk w tym, że dla każdego co innego ma wagę… no i jedni mają bardziej pojemne szalki niż drudzy. Nie jestem zwolenniczką minimalizmu wnętrzarskiego „na siłę": usuwania przedmiotów z widoku i upychania ich tam, gdzie nie sięga wzrok niezbyt wścibskiego gościa. Mam swoje szuflady wstydu, a jakże, ale w kuchni, łazience czy garderobie staram się nie robić porządku na wierzchu kosztem bałaganu we wnętrzach szafek. No chyba, że akurat wpada do mnie telewizja (na szczęście to się zdarza raz na 33 lata).
Lubię posiadać. Od dziecka byłam bardzo przywiązana do przedmiotów, sentymentalna i chomikująca. Staram się z tym walczyć, ale nie na siłę. Są takie pamiątki, książki, dodatki i dzieła sztuki (przez małe „sz”), z którymi jestem bardzo związana i patrzę na nie, zakochana w ich historii, wyłącznie subiektywnie. Zamiast się wszystkiego pozbywać, chować swoje kolekcje w szafach, może warto wyeksponować to, z czego jesteśmy szczególnie dumni. Rzeczy to tylko rzeczy, fakt, ale na jeśli na widok niektórych poprawia nam się humor, to dlaczego nie skorzystać z takiego środka rozweselającego? Jest bez recepty i nie trzeba go konsultować z lekarzem ani farmaceutą. To taki maksymalizm na polu wspomnień i sentymentów i ja to bardzo szanuję!

WYEKSPONOWAĆ, NIE ZAGRACIĆ

Wnętrze, które w katalogu znajdziecie na stronie 96., zostało odtworzone (celowo nie 1:1) podczas eventu prezentującego katalog IKEA 2019. Choć naszpikowane dodatkami i bibelotami, nie sprawia wrażenia zagraconego – to zasługa odpowiednich mebli i całej listy dodatków.


PRZYTULNA ATMOSFERA

Centralny punkt salonu stanowiła nowa w ofercie, welurowa sofa FÄRLÖV w kolorze ciemnej szarości. Stolik kawowy STOCKHOLM, to – jak pisałam w poprzednim poście – mój ulubieniec: duży, stabilny, ze sporą, plecioną półką, nadającą mu charakteru. Pomysłowym rozwiązaniem było zastosowanie stołka barowego o regulowanej wysokości (DALFRED) jako podręcznego stolika obok kanapy. W kącie pokoju ustawiono fotel z serii FÄRLÖV, a przy nim – na wszystko, co powinno być pod ręką – stolik LÖVBACKEN. Pod lustrzaną ścianą, która optycznie imponująco powiększała zaaranżowane pomieszczenie, rolę stolika herbacianego i ekspozytora zarazem, pełnił czarny, rozkładany INGATORP.

Ciemne kolory, nastrojowe, zróżnicowane oświetlenie, miękki dywan – to wszystko przesądzało o przytulności wnętrza. Po prostu chciało się tam przebywać – widać to było po liczbie osób odwiedzających ten wyjątkowy salon. Jeśli jednak miałabym powiedzieć, co w tym wnętrzu było najważniejsze i bez czego nie byłoby ono tak szczególne, wskazałabym na meble do przechowywania oraz dodatki.

SCHOWAĆ, POKAZUJĄC

Bibeloty, książki, zdjęcia, duże i małe pudełka i pudełeczka, świece i wiele innych – to wszystko zebrano i pieczołowicie ustawiono w trzech witrynach MALSJÖ. Wrażenie było świetne, bo te czarne witryny są bardzo eleganckie, a mosiężne uchwyty ciekawie nawiązywały do licznych dodatków w odcieniu złota. Bomba, mówię Wam! Warto zadbać o takie drobne nawiązania, tworząc własną ekspozycję za szkłem.
Witryny to w ogóle doskonałe rozwiązanie dla artystycznych, kreatywnych dusz. Dla tych, którzy wiecznie coś tworzą i czują ukłucie żalu, musząc to potem schować do szafy. Dla bywalców targów staroci, kolekcjonerów i koneserów, choćby całym ich światem były stare popielniczki. Dla podróżników, którzy wracając z dalekich i bliskich wojaży pragną zatrzymać na dłużej atmosferę danego miejsca. Witryny chętnie zbiorą Wasze pamiątki i kolekcje, ochronią przed kurzem, kotami i latającą po domu papugą, a dodatkowo pięknie wyeksponują. Robiliście w dzieciństwie widoczki? Za szkłem wszystko ładniej się prezentuje, prawda?

Po przeciwległej stronie, w dwóch wysokich witrynach LIATORP (ten zielony kolor to nowość) zebrano zastawę stołową. Wysokie stosy talerzy, półmisków i skupiska filiżanek dobrze wyglądają wyeksponowane, nawet jeśli nie powstały w XIXw. w Miśni. U siebie w kuchni w przeszklonej szafce trzymam wszystko ponad to niezbędne na co dzień minimum kilku talerzyków i szklanek. Wygląda tak porządnie, że aż sama się peszę, kiedy tam wchodzę!

ARTYSTYCZNY NIEŁAD

W Internecie możecie trafić na porady dotyczące stylizowania półek (zasada złotego trójkąta, itp.), jednak zachęcam Was do eksperymentowania na własną rękę. Zbierzcie drogie Wam przedmioty w jednym miejscu i spróbujcie to poczuć. Prawdopodobnie Wasze oko samo skieruje większe i cięższe przedmioty bardziej na dół i na lewo, rozdzieli równomiernie kolory lub ułoży je w tęczę albo gradient. A jeśli nie? To też dobrze! Pamiętajcie: zasady są po to, żeby urzędnicy mogli utrzymać swoje rodziny (no i po to, żeby je łamać).

Skupcie się przede wszystkim na estetyce samych przedmiotów – i nie mam tu na myśli, że musicie pozbyć się tego, co stare, naddarte i pogniecione, przeciwnie! Zadbajcie o ich czystość i kondycję na tyle, na ile to możliwe. Na przykład zrezygnujcie z odpustowych antyramek na rzecz ładnej ramki, a pluszowego misia, który należał do Waszego pradziadka, oczyśćcie z pajęczyn (chyba że to zabytkowe pajęczyny z pałacu, w którym mieszkał pradziadek).


POMOCNA DŁOŃ DLA ZBIERACZY POSIADACZY

Nie wszyscy chcą ulegać presji minimalizmu. Dla niektórych posiadane przedmioty to jeden ze sposobów na zdefiniowanie własnej tożsamości. To ukryte w materiałach wspomnienia. To małe pomniki drobnych radości. Pomniczki raczej. Pomniczunie. Dla nich wszystkich powstała kolekcja SAMMANHANG.
Znajdziemy w niej gablotki, półki, ekspozytory, pudełeczka, klosze i wiele innych dodatków, ułatwiających utrzymanie naszych cennych szpargałów w ładzie, ale i wyjątkowo miłe dla oka ich wyeksponowanie. Moimi ulubieńcami są zdecydowanie okrągłe półki mogące pełnić rolę kwietników, szklane klosze i korkowe pudełeczka. Ale sprawdźcie sami, bo jest tego znacznie więcej.
Bez tych drobnych, ale ważnych dodatków, to klimatyczne, przytulne mieszkanie, mogłoby wydawać się zagracone i zabałaganione. To właśnie one ujmują – choćby najzwyklejszy z perspektywy kogoś z zewnątrz – przedmiot w ramy i nadają mu nowe znaczenie. Zwykła piłka tenisowa pod szklanym kloszem staje się Tą Piłką i od razu możemy domniemywać, że kryje się za nią jakaś ważna dla gospodarzy historia.

Poszewka MURBINKA 19,99 PLN
Konewka VATTENKRASSE 49,99 PLN
Półka ekspozycyjna SAMMANHANG 39,99 PLN; Lampka stołowa TÄRNABY 79,99 PLN
Szklanki FLIMRA 7,99 PLN; Podstawki GLATTIS 24,99 PLN
Kule ozdobne DAGDRÖM 49,99 PLN 
Miska STOCKHOLM 34,99 PLN
Stojak na rośliny KANELSTÅNG 39,99 PLN
Kopuła szklana HÄRLIGA 29,99 PLN


Zdjęcia: Piotr Motrenko, Kasia Sojka, Mat. prasowe IKEA

[Wpis powstał we współpracy z IKEA]