Ogarniamy Piąty Pokój! #1 - Biurko i spółka

23.6.15

Domyślam się, że jesteście zabiegani, a Wasze głowy zajmuje tysiąc myśli i spraw na godzinę. Dlatego pewnie nawet nie zastanawialiście się, dlaczego Piąty Pokój nazywa się akurat Piąty Pokój.
 
Otóż mówię i wyjaśniam, nadstawcie uszu: bo mam w mieszkaniu pięć pokoi! #Szokiniedowierzanie, prawda? Ale na tym historia się nie kończy, o nie. Piąty Pokój to ostatnie pomieszczenie w naszym mieszkaniu, którego nie tknęła jeszcze moja Remontująca Dłoń (wspierana przez Pomocne Ramię Męża). To pokój-wyzwanie, ale i pokój-obietnica. Byliśmy z naszymi szpachelkami już wszędzie i - chociaż tak naprawdę żadnego z pomieszczeń nie uważam za skończone - wszędzie da się żyć. Zrobiliśmy sypialnię z garderobą, bawialnię chłopaków i ich sypialnię, trąciliśmy salon. 

Liczycie ze mną? Cztery. Cztery Pokoje. 

Teraz czas na Piąty, a że akurat z nieba spadła mi nieoczekiwanie wypłata (takie uroki przechodzenia z macierzyńskiego na wychowawczy z zahaczeniem o wypoczynkowy), to wizja remontu jest wreszcie realna. Nawet nie wiecie, jak się cieszę! 

Panie i Panowie, będziemy robić gabinet, BĘDZIEMY ROBIĆ PIĄTY POKÓJ! 


Nazywam to pomieszczenie gabinetem, ale jego funkcje można mnożyć i mnożyć:
  • pokój komputerowy - dla Męża do pracy, dla mnie do ślepnięcia przed Bloggerem i Photoshopem. I może do grania, choć tę funkcję przejęła już prawie całkowicie konsola...
  • pokój krawiecki - marzę o rozstawionej 24/7 maszynie do szycia
  • pokój malarski - może Mąż mógłby tu wreszcie oddawać się w spokoju malowaniu Warhammerów?
  • pokój do puzzli - serio
  • pokój DIY - mając stanowisko z prawdziwego zdarzenia i porządeczek w materiałach z pewnością będę mogła robić więcej. I częściej. I fajniej.
  • pokój graciarnia - czy muszę coś wyjaśniać? Każdy dom potrzebuje miejsca na składowanie nikomu niepotrzebnych pierdół. (Aczkolwiek kupiłam książkę Marie Kondo Magia sprzątania i istnieje ryzyko, że ja już niedługo żadnych zbędnych pierdół mieć nie będę...)
Wprowadziliśmy się półtora roku temu, więc wizji gabinetu przewinęło się przez moją głowę kilka. Miało być szaro, miało być biało-żółto-czarno, miało być skandynawsko. To wszystko nie było jednak moje. Było zainspirowane Pinterestem i tym, co podejrzałam na innych blogach wnętrzarskich. Teraz nie mam ściśle określonej wizji, ale wiem, że ten pokój będzie fuzją stylów, które mi się podobają. Będzie eklektyczny, luźny, bez spinki i dupościsku. I na pewno będzie ewoluował i zmieniał się, bo taka już jestem. Lubię ruch i dynamiczną przestrzeń wokół siebie.

Pokażę Wam pomysły, które wykiełkowały w mojej głowie, choć nie gwarantuję, że za tydzień będą w niej wciąż rosły. 


BIURKO


Sercem pokoju będzie biurko na szerokość całej ściany - 3,2 m. Nie znam się na ergonomii, więc nie wiem, ile stanowisk da się na tej długości zmieścić, ale im więcej tym lepiej. Mam chrapkę na co najmniej 3.
Blat roboczy oprzemy na kozłach lub szafkach z szufladami:




[Zdęcia: IKEA]

Tu nie szukam oryginalności - IKEA ma świetne rozwiązania i nie zawaham się z nich skorzystać. 

Marzył mi się też ich drewniany blat, ale na razie nie zamierzam wydawać tyle kasy. Wiecie za to, że kocham sklejkę (klik!), więc o sklejkowym blacie gadałam do siebie od dawna. Kiedy zobaczyłam jak u Dziewczyn z roomor! słowo staje się ciałem (klik!):

[Zdjęcie: roomor!]

...pomyślałam, że i u mnie by mogło.
(Dziewczyny dodatkowo zhakowały pokazaną wyżej komodę ALEX. Też z użyciem sklejki. No ideał! - klik!)

Jedną z zalet sklejki jest cena. To bardzo ważne, bo ma to być niskobudżetowa (acz stylowa!) odsłona gabinetu. Blat z grubej (21 lub 27 mm) sklejki będzie mnie kosztował tylko 300 zł. Niestety będzie musiał być łączony, ale i z tym damy sobie radę. Wszystko jest dla ludzi. 

Gdyby nie to łączenie, oparłabym go na samych kozłach. Ach, i gdyby nie komputer, który trzeba będzie ukryć w szafce. W związku z w/w komplikacjami planuję na jednym krańcu podeprzeć blat na czarnym koźle, a na drugim oraz pod łączeniem - na zhakowanych ALEX-ach (może czarne szuflady czy coś...)


NAD BLATEM


Ma się dziać! Bardzo podobają mi się wszelkie organizery z siatki, tablice kredowe, korkowe i magnetyczne, tzw. pegboards oraz podkładki z klipem - clipboards. Zresztą, co ja będę gadać, sami zobaczcie:






pegboard, czyli perforowana płyta MDF

clipboards - podkładki z przydatnymi klipsami


Ciekawe, jak się to u mnie sprawdzi, bo nie mam pięknych narzędzi i gadżetów. Nie mam identycznych toczka-w-toczkę niteczek w kolorach tęczy. A kredki... wiecie, że mam te same kredki od podstawówki? Nie, nie tej samej marki. TE. SAME. KREDKI.


KRZESŁA


Plan na krzesła jest następujący: w piękny letni dzień będę się przechadzać po osiedlu i pod jednym ze śmietników znajdę trzy porzucone, niekochane krzesła:

Szczebelkowca-Windsora:


Thoneta:

i takie oto szkolne:

...będą stare, zniszczone i smutne. I bardzo się ucieszą, kiedy je znajdę i adoptuję. A ja otoczę je matczyną miłością, dam nowe życie i cały pokój we władanie. 

UWAGA! Może się wszakże zdarzyć, że krzesłom się coś pomyli i będą czekały na mnie pod Waszym śmietnikiem. Jeśli je zauważycie - koniecznie dajcie znać! No chyba że sami postanowicie je pokochać i odmalować.

Jak widzicie, strefa biurkowa zapowiada się dość typowo-pinterestowo. Ale jeszcze Was zaskoczę, bądźcie czujni i czekajcie na kolejny gabinetowy wpis!


UPDATE: Koniecznie zajrzyjcie do kolejnych postów o naszym gabinecie:




You Might Also Like

16 komentarzy