Czołem! Czyli niełapacz snów - tutorial DIY

10.10.16

Oczywiście, jak każdy z Was, mam w domu łapacz snów. Pamiętam nawet wieczór, kiedy go robiłam: siedziałam w salonie, a z telewizora Daniel Day-Lewis jako Ostatni Mohikanin rozpraszał mnie swą obnażoną klatą. Niezły zbieg okoliczności, prawda? Moje życie jest ich pełne. Kiedy - mimo problemów ze skupieniem - skończyłam pleść, wiązać wstążeczki i doczepiać pióra, byłam z siebie cholernie dumna... przez jakiś kwadrans.

Potem przyszedł do domu mój Mąż.

Niby nic nie powiedział wprost, niby na pytanie jak Ci się podoba? odpowiedział że spoko, ale jednak minę miał taką... Taką, jakby podczas audiencji Królowa Elżbieta II spytała, jak mu się beżyk jej rajstop podoba i czy aby nie za mało kryjące. No i czy on lubi z niskim stanem, bo właśnie pierwszy raz kupiła biodrówki - w poprzednich to jednak gumka ciut ją piła pod biustem. Wtedy - widzę to oczyma wyobraźni - ze swej wąskiej palety uśmiechów mój Mąż wybiera i przywdziewa ten najmniej wypukły (taka bardziej kreska na monitorze po nieudanej reanimacji pacjenta niż wesoła parabola z lekcji matematyki) i najbardziej powściągliwy. Ale uprzejmy. I balansując słowem jak foka piłką we włoskim cyrku, mówi:

Wyborne rajty, Jor Madżesti.
lub też:
Spoko łapacz, Kochanie.

Kocham te jego białe kłamstwa. I bardzo chętnie w nie wierzę. Łapacz wisiał więc dumnie w bawialni Chłopaków przez niemal dwa lata i cieszył moje oczy. A kiedy kilka razy, zmęczona udawaniem, że pasjonuje mnie walka ulepionego z ciastoliny Spidermana z wyciętym z papieru Venomem, zasnęłam na wykładzinie, dzielnie strzegł moich snów.

Ostatnio, grzebiąc w wielkim (bezdennym niemal) pudle z napisem "zbędny szit na czarną godzinę", znalazłam kilka komponentów, z których wykonałam prostą ozdobę do pokoju dziecięcego. Trochę zbliżoną konstrukcyjnie do łapacza snów. Proces tworzenia zaskoczył mnie w kilku punktach i teraz zrobiłabym wszystko nieco inaczej, dlatego przedstawię Wam instruktaż opisujący, jak powinno się taką ozdobę zrobić, a nie jak ja ją robiłam.

Do wykonania ozdoby potrzebne będą:

  • tamborek
  • plastikowe literki (u mnie: kiepskie jakościowo magnesy, które wiecznie odpadały z lodówki)
  • farba w sprayu
  • żyłka
  • zapalniczka, igła, naparstek
  • sznurek do zawieszenia tamborka


Jako fanka anagramów, szarad i jolek z przymrużeniem oka, z posiadanych liter ułożyłam całe mnóstwo wyrazów. Ostatecznie, CZOŁEM wygrało m.in. z "glutkami" i "kubłem". 


Ja od razu wzięłam się za malowanie, ale był to błąd. Najpierw usuńcie magnesiki i rozgrzaną igłą czy innym metalowym szpikulcem zróbcie dziurki, przez które następnie przeciągniecie żyłkę (najlepiej przy pomocy igły i naparstka).


Ewentualne nierówności spiłujcie pilniczkiem lub papierem ściernym. Rozmieszczone na żyłce litery można teraz spryskać farbą w sprayu. Z boku zostawcie sobie długi "ogon" z żyłki - tę część, która ubrudziła się wraz z literami, trzeba będzie odciąć i wyrzucić.


Po wyschnięciu plastiku możecie już wziąć się za zainstalowanie napisu w okrągłej ramce. Wystarczy kilkakrotnie owinąć i zawiązać żyłkę wokół obręczy, z dwóch stron. I założyć drugą część tamborka.


Do powieszenia ozdoby wybrałam długi bawełniany sznurek, ale równie dobrze możecie użyć niewidocznego haczyka lub małej pętelki ze wstążki. 

Gotowe!


Wybaczcie mi jakość zdjęć - fotografowanie białej ściany jesienią to jedna z moich najgorszych traum. 


Spodobał Ci się ten post? Dziel się nim i śledź Piąty Pokój, aby być na bieżąco!

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

You Might Also Like

35 komentarzy