05.02.2021

Kąpiel w masarni, czyli o łazience, która kafli się nie bała

Czy trzy lata po remoncie to dobry czas, żeby o nim opowiedzieć? Nie. Ale to dobry czas, by z perspektywy lat opisać, jak wyszedł i jak życie zweryfikowało podjęte wówczas decyzje. Tak, właśnie byliście świadkami, jak zracjonalizowałam sobie trwającą 36 miesięcy prokrastynację. Nie ma dla mnie lekarstwa, to oficjalne.

oryginalna łazienka

Trzy lata temu poruszałam temat remontu jednej z naszych łazienek. Rzeźbiłam moodboardy, zacierałam ręce i składałam obietnice bez pokrycia (czyli jak zwykle). Dlaczego w ogóle zdecydowaliśmy się na remont? Przyczyn było kilka: przeciekający kibel, pleśń pod wanną (jak się potem okazało, urojona), kafelki w bambusowy dekor, koszmarna umywalka i niewygodna wanna. Ale może po prostu powinnam powiedzieć, że było nie-po-naszemu, jak większość rzeczy w tym mieszkaniu z rynku wtórnego.

Nasza łazienka tuż po zakupie mieszkania... O.O

Czy dało się żyć? Tak. Jak bardzo w skali od 1 do 10 marzyliśmy, by to wszystko zaorać? No tak mniej więcej na 12.

łazienka z ciemną podłogą

W tym wpisie nie będę się rozpisywać o samym remoncie. Po pierwsze dlatego, że nie robiliśmy go sami (Pan Zbyszek always in my heart <3), a po drugie dlatego, że kto by to kurwa pamiętał po takim czasie? Przejedziemy się za to przez poszczególne strefy, a ja raz na zawsze odpowiem na wszystkie pytania "skont?".

stara komoda pod umywalką


UMYWALNIA

Moje ulubione miejsce, głównie za sprawą staroci, które udało się tu wcisnąć. Pisałam już wiele razy, że wiszące tu lustro, upolowane za 120 zł na OLX, to jedna z moich najukochańszych rzeczy w mieszkaniu (tutaj przeczytacie o nich wszystkich).

Lustro jest zniszczone, tafla zamglona i pełna niedoskonałości, ale chuj, wolę przy nim wyciskać pryszcze niż przed kryształowym zwierciadłem w pałacu Buckingham malować się najdroższymi kosmetykami. I ten kształt... Prawdopodobnie pochodzi z jakiejś toaletki, ale ja sobie zawsze wyobrażam, że to lustro z cyrkowego wozu. Jest odjechane, ale ponieważ złota zasada Sojki mówi, że nic nie jest tak odjechane, by nie można było tego odjechać jeszcze bardziej, jakiś czas temu wzięłam je w obroty. Pomalowałam ramę na różowo i obkleiłam naklejkami. Because why not. Niczego nie żałuję... no może tego, że nie użyłam neonowego różu jako bazy.


Pod umywalką stoi masywna fornirowana komoda, którą znalazłam - no zgadnijcie, śmiało - również na OLX. To było w czasach, gdy mi się chciało i gdy odległość nie grała dla mnie roli, toteż mebel przyjechał do mnie aż ze Śląska. Dziś zawężam wyniki wyszukiwania do Mazowieckiego - wy powiecie "starość", ja powiem "lokalny patriotyzm". Oraz starość.

zabytkowa komoda w łazience

Komoda została zabezpieczona wodorozcieńczalnym lakierem do kuchni i łazienek Syntilor i przez te wszystkie lata trzyma się bardzo dzielnie. Jest tak piękna sama w sobie, że jedyne plamy koloru, jakie jej dodałam, są... wewnątrz. Nie tylko wynoszą doświadczenie wyjmowania tarki do pięt na nowy poziom, ale także zabezpieczają wnętrze szafki przed wilgocią. Z drobnych zmian - standardowe uchwyty wymieniłam na porcelanowe kurki od kranów kupione za grosze na OLX. Z grubych - komoda wymagała optymalizacji tu i ówdzie, żeby móc się szczycić epitetem "podumywalkowa". Ale o tym napiszę Wam dokładnie w osobnym wpisie. O blatach również - dziś tylko na szybko napomknę, że u nas na wierzchu leży lakierowany MDF (i już powoli zaczyna prosić o wymianę).


Umywalka, z jakiej korzystamy, to KOŁO Quattro - przez ten czas zdążyła chyba już zostać wycofana. Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni i dziś prawdopodobnie wybrałabym coś zbliżonego i kształtem, i głębokością. Nie ukrywam jednak, że urokiem umywalki bez otworu na baterię możemy się cieszyć tylko dlatego, że mamy baterię podtynkową (o niej zaraz). Wcześniej korzystaliśmy z konfiguracji umywalka nablatowa + bateria stojąca i nie było to niestety miłe. Woda wiecznie ciekła po baterii (bo np. zakręcaliśmy ją mokrymy ręcamy), osadzała się na blacie grubą warstwą kamienia i mydłogluta. Wieczny syf. Czy za rzadko sprzątaliśmy? Być może. Ale czasem łatwiej zmienić baterię niż nawyki.


Jeśli już o bateriach mowa - nasza to KLUDI Bozz. No kocham ją, co tu kryć. Nie zabiera miejsca na blacie, nie syfi się wokół niej, a do tego - no przyznajcie - całkiem spoko wygląda. Jeśli tylko macie możliwość wkucia "flaczków" baterii podtynkowej w ścianę - nie wahajcie się.

nietypowe lustro łazienkowe

O to, by mi się kreska równo na powiece rysowała, dbają dwa porcelanowe kinkiety Zangra po dwóch stronach lustra. Zwyczajne, najprostsze w świecie rozety za może nieco zbyt wygórowaną cenę 150 zł - znajdziecie je tutaj. Chyba nie są dedykowane do łazienki, ale błożesztymój, no nie można mieć wszystkiego. Kiedyś nie było łatwo znaleźć żarówki LED bez widocznego plastiku, więc odrobinę się naszukałam, ale wpisując w Google "żarówka LED filament [mleczna]" traficie na to, co trzeba. Nie ma za co.

lustro do łazienki vintage

Tło dla tych wszystkich elementów tworzą białe płytki ścienne CE.SI 10x10 cm. Wbrew modom, ciągną się w iście masarnianym stylu niemal pod sam sufit. I kocham to. Te same płytki, tylko granatowe, są na podłodze. Pod podłogą zaś i pod jedną ze ścian (tą z wieszaczkiem) mamy maty ogrzewające, których w ciągu tych trzech lat użyliśmy może... trzy razy. Miało być miło tak sobie stać boso na ciepłej podłodze, a po kąpieli owinąć się nagrzanym przez ścianę szlafrokiem czy ręcznikiem. Dlaczego to rozwiązanie okazało się u nas niewypałem? Po pierwsze, mieszkamy w bloku - tu zawsze jest ciepło. Po drugie, podłoga jest tak maleńka, że w zasadzie nie ma potrzeby stawać nigdzie poza dywanikiem, kiedy się wychodzi z wanny. A dywanik robi robotę. Po trzecie, trzeba by pamiętać o wcześniejszym włączeniu maty, ponieważ nagrzewa się około 40 minut. Jednym słowem: zbytek burżujskich łask dla takiego plebsu jak my.



WANNA BE MY LOVER

W okolicach wanny również skumulowało się kilka "smaczków". Sama wanna to także KOŁO, model Modo, z odpływem na środku. Wanna, jaka jest, każdy widzi. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że można się zasiedzieć (dla mnie 2h to standard, a i do 3,5 kiedyś dobiłam). Zwłaszcza, jeśli sobie wyobrazić, że granatowy sufit nad głową (Flügger 2458) to nocne niebo.


Na całej szerokości sąsiadującej z wanną ściany prężą się płytki CE.SI 5x5 cm w kolorze, którego bardzo nie chcę nazwać miętą, a jeśli już, to przynajmniej brudną. Miałam w planach naprawdę tu poszaleć, ale uznałam, że kolorowe tło wystarczy i da mi przestrzeń do zabawy innymi elementami, takimi, jak...


Obraz. Tak, obraz w łazience, tuż nad wanną. Dlaczego? Ponieważ dlaczego nie. Długo szukałam odpowiedniej marynistycznej scenki na OLX: taniej, ciekawej, taniej, w niezłym stanie i koniecznie taniej. Wiedziałam, że jakoś ją na pewno przerobię - bujający się na falach żaglowiec oplotę mackami krakena, spuszczę trąbę powietrzną na spokojny atol czy coś w tym rodzaju. W końcu znalazłam to delikatne dziewczę o alabastrowej skórze i dorobiłam mu, dziewczęciu temu, towarzysza z papieru. Kiedy klej wysechł, spryskałam obraz wodoodpornym werniksem. Marzyło mi się oprawić to dziełko w jakieś barokowe złoto, ale z oszczędności prysnęłam jedynie ramę złotym sprejem. Jak powiesiłam go na ścianie z płytkami? Po prostu wbiłam gwoździk. U mnie działa.

obraz w łazience

Na wychodzących z wanny czeka, jak w każdym polskim domu, dywanik. Żeby się jednak trochę zabawić konwencją, zamiast tradycyjnego puchacza z tych takich farfocli, kupiłam malutkiego, wełnianego persa. Bez niego byłoby tu o wiele nudniej. Persik długo ślizgał się po całej podłodze jak masło po patelni, na szczęście z rok temu odkryłam antypoślizgowe maty STOPP FILT w IKEA i teraz polecam je każdemu (super sprawdzają się też pod tymi małymi dywanikami w sypialni). Plus 100 do bezpieczeństwa.

Historia o strefie wanny nie byłaby jednak pełna, gdyby nie wynalazek Starego, dopełniający dzieła jak chips z jarmużu na wykwintnym daniu. Deska nawannowa. Najprostsze, demokratyczne DIY dostępne dla każdego, wszędzie. Tylko wannę trzeba mieć. Czyli w sumie nie takie demokratyczne, damn


Przepis:
  1. Weź deskę
  2. Połóż ją na wannie


WATER CLOSET & CLOSET CLOSET


Obiecałam sobie, że o sedesie rozpisywać się nie będę, ale nie umiem, no po prostu nie umiem. Bo wiecie, ja zawsze wszystko miałam ostatnia. Jeśli chodzi o bycie ostatnim, to jestem w tym najlepsza i powinnam mieć złoty puchar z grawerem "zawsze ostatnia". W podstawówce jako ostatni mieliśmy magnetowid. W liceum odtwarzacz DVD. A teraz, w życiu (przynajmniej z nazwy) dorosłym na pewno jako ostatnia kupiłam kibel Rimfree. Bezkołnierzowy. I jest to wynalazek godzien poematu. Nasza, profesjonalnie mówiąc, miska ustępowa, to KOŁO Modo, zamocowana na stelażu GEBERIT. Ot i wszystko.

geberit zabudowany szafą

Ola Munzar, projektantka, która pomagała mi ogarnąć tę łazienkę, na ścianie z kiblem zaprojektowała mi wieeelką szafę. Wierzcie mi, jest tu tyle miejsca do przechowywania, że kilka najwyższych półek wciąż pozostaje pustych. Mamy tu wszystko: kosmetyki, chemię do sprzątania, apokaliptyczne zapasy srajtaśmy, milion kosmetyczek na podróż i wiele innych rzeczy, o których już mi się nawet pisać nie chce. W samym centrum granatowi się (nawiązując do sufitu) ołtarzyk na srajtaśmę. Do tego, Olka ukryła w szafie gniazdko - genialne rozwiązanie, bo można ładować szczoteczki do zębów, golarki i inne tam elektrozabawki poza zasięgiem wzroku. Polecam!

plankton dla domu gałki moon

Szafa nie byłaby jednak w pełni "moja" bez olśniewających (dosłownie i w przenośni) mosiężnych gałek Moon od Plankton dla domu (to jedno z dzieci Oli właśnie). Początkowo można się było w nich przeglądać myjąc zęby, teraz pokrywają się szlachetną patyną i też robią robotę. Nie ukrywam, ręka mi drżała, gdy w nieskazitelnej białej tafli frontów wierciłam pod nie otwory, ale nie żałowałam ani przez chwilę. Te gałki to mistrzostwo świata i okolic.



***

Czwarta ściana to tylko drzwi, ale jeśli chcecie poznać ich historię - nic prostszego. W całym domu nie ma drugich takich!

WIRUJE CAŁY ŚWIAT, CZYLI NASZE KOLOROWE DRZWI

kolorowe drzwi w domu