Tapety (część 3.) - trudne wybory

16.11.15

To już trzeci poniedziałek pod znakiem tapet w Piątym Pokoju. Pamiętacie poprzednie posty z botanicznymi tapetami, które dla Was (no dobrze, przede wszystkim dla siebie...) wyszukałam?


Czas podjąć decyzję, co nie będzie łatwe... ale od czego mam moich Czytelników, prawda? Wy na pewno mi doradzicie! Żeby Wam to ułatwić, powiem Wam pokrótce, jak widzę oczyma wyobraźni naszą przestrzeń dzienną, nasz living (#puszczamoko).

Przede wszystkim, nie chcę się opowiadać po stronie żadnego stylu. Im dłużej zastanawiam się nad swoimi preferencjami i upodobaniami, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że z moją naturą będzie w stanie współgrać tylko eklektyczne wnętrze. Zresztą, właśnie umiejętny eklektyzm lubię najbardziej w cudzych domach i doceniam go daleko bardziej niż katalogowe odwzorowania jakichś-tam-trendów. Eklektyzm nie ma swoich katalogów, nie ma ściągawek i gotowych rozwiązań, dlatego urządzenie takiego wnętrza to sztuka. Nie wystarczy po prostu wrzucić do pokoju garści przypadkowych przedmiotów i liczyć na to, że ze sobą zagrają.

Albo nie, przepraszam. Wystarczy. Ale jedno musi te przedmioty łączyć - między nimi a domownikami musi być chemia. Wspomnienie, anegdotka, marzenie, wkład pracy. Coś, co sprawi, że nie będą to zwykłe, wstawione przez architekta meble i dodatki, tylko - jak to teraz mówią za Oceanem - curated. Wymarzone, upatrzone, upolowane, ukochane, wyselekcjonowane. Tak to widzę ja. I takie wnętrze chcę stworzyć... kiedyś. Bo to wymaga czasu. Zawsze powtarzam, że urządzanie to proces długi, czasem długi nieskończenie i nie jestem pewna, czy dożyję takiej chwili, kiedy zasiadłszy w fotelu rozejrzę się wkoło i powiem: To już koniec, urządziłam mieszkanie. Czas umierać.

Na tę chwilę marzy mi się, żeby ta nasza przestrzeń dzienna utrzymana była w naturalnych kolorach, z dużą dawką drewna i innych naturalnych materiałów, ogromem roślin i akcentami w zieleni, błękicie i czerni. Do tego kolorowa plama orientalnego kilimu, bajeczna sofa na retronóżkach, ściana książek... [Zapowiada się, że będę zajęta przez kolejne sześć lat, realizując te plany i zarabiając na tę sofę i dywan. Książki oczywiście będą tylko dla picu, bo czasu na czytanie już na bank nie znajdę.]

Ach! No i ta tapeta.
Mówiłam Wam już: zabawna, z jajem, robiąca wrażenie, przyciągająca uwagę, intrygująca. Do ścisłego finału wybrałam pięć wzorów:

1/2/3/4/5

Nie będę Was okłamywać - jeden z tych wzorów wysunął się na prowadzenie w moim prywatnym rankingu (ciekawe, czy zgadlibyście, który...) Ale obiecuję wziąć pod uwagę wszystkie Wasze sugestie i rady.
HELP!

KOCHANY CZYTELNIKU, KTÓRĄ Z TAPET WYBRAŁBYŚ NA MOIM MIEJSCU?
/Za udostępnienie materiałów i informacji dziękuję sklepowi tapety-sklep.com/


Spodobał Ci się ten post? Dziel się nim i śledź Piąty Pokój, aby być na bieżąco!

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

You Might Also Like

11 komentarzy