Tutorial DIY - Huśtawka dla książek lepsza niż półka

10.4.17

Przeżyliście kiedyś wielkie rozczarowanie? Ale takie naprawdę, naprawdę druzgocące? 
Ja dwukrotnie.

Pierwszy raz - latem dziewięćdziesiątego trzeciego roku. Miałam wtedy osiem lat i pech chciał, że przyśnił mi się bardzo realistyczny sen, w którym rysowałam ślicznego zajączka. Zajączek, a właściwie zajęcza samica, trzymała w łapkach jedno ze swoich mięciutkich uszek i czesała je fioletowym grzebykiem. Co tu dużo gadać: typowy mokry sen ośmiolatki. Zaraz po przebudzeniu chwyciłam za kredki i papier, żeby na jawie odtworzyć ten rysunek w całej jego koreańskiej słodyczy. Podjęłam kilka prób, lecz ku mojej rozpaczy, zamiast wyśnionej zajączki, z bloku rysunkowego A4 wyzierały jakieś potwornie chore mrówkojady, zrośnięte tułowiami leniwce i koszmarne krzyżówki kaczek z owcami. Bardziej Wyspa Doktora Moreau niż Hello Kitty. I zdecydowanie bardziej Laleczka Chucky niż Laleczka z saskiej porcelany. Gdybym teraz miała wskazać moment w moim życiu, w którym zaczęłam nałogowo kląć jak szewc, byłaby to właśnie tamta chwila.

Drugie rozczarowanie przyszło równo dekadę później. Nie byłam już niewinnym dziewczęciem ze strupami na kolanach i gumą Donald we włosach - właśnie osiągnęłam ten wyczekiwany wiek, kiedy przestała być mi potrzebna sfałszowana legitymacja szkolna. Jednak, choć według metryki pełnoletnia, na tak brutalną szkołę życia gotowa nie byłam... Nie byłam gotowa na zdarzenie, które ugodziło mnie prosto w serce i bez wazeliny wprowadziło w dorosłość. 
Jedna ze stacji telewizyjnych (dość młodych wówczas), zorganizowała ogólnopolską akcję p.t. "Przygarnij Kropka". Pamiętacie może? Mały niebieski Kropek z tektury miał być przyklejany do telewizorów i naświetlany podczas oglądania wybranych programów. Samą akcję miałam w dupie, ale głęboko wierzyłam, że te Kropki naprawdę żywią się promieniowaniem z kineskopu, przed którym tak przestrzega mama. Że coś tam w takim Kropku siedzi, jakiś czip, jakaś blaszka, coś, co zapiszczałoby na lotnisku podczas kontroli bezpieczeństwa, narobiło obciachu na sklepowej bramce... Cokolwiek. Kiedy przyjaciółka przyniosła mi swój domowy okaz do wiwisekcji, z wrażenia drżały mi ręce. Darłam niebieski kartonik, warstwa po warstwie, a z każdym tekturowym płatkiem opadała mi z oczu jedna łuska. Nic, zero, nul, nawet marnego kawałka aluminium dla picu. Kropek był pusty jak Izabela Łęcka. I równie zepsuty.
W 2003 roku straciłam szacunek do marketingu i na całe życie utwierdziłam się w przekonaniu, że telewizja kłamie.

Do dnia dzisiejszego nosiłam w sobie i pielęgnowałam te dwa zdarzenia jako największe rozczarowania mojego życia. Dziś do tej listy dopisuję kolejne: moją rysunkową instrukcję DIY. Wyśniłam ją sobie niczym tego cholernego zająca. Miało być pięknie, wyszło jak zwykle. Dlatego nie martwcie się, wesprę Was instrukcją opisową.

A co będziemy dziś robić? Będziemy szyć booksling, czyli huśtawkę dla książek! Wynalazek, który mam w domu już od dobrych dwóch lat, i niezmiennie uważam go za jedno z fajniejszych DIY, jakie udało mi się zrobić. Booksling to po prostu nieco inna półka na książki. Półka pojemna (nasza unosi do 30 lektur), nadająca się do prania, przyjemna w użyciu, lubiana przez dzieci, a do tego - co ważne dla młodych czytelników - eksponująca fronty przechowywanych na niej pozycji. I jakiś pierdyliard razy bardziej user friendly niż tak popularna ikeowska RIBBA. Po skorzystaniu z tej ostatniej zawsze muszę łyknąć dwadzieścia kropli walerianowych. W porywach do trzydziestu, zależnie od tego, czy Mapy Mizielińskich spadną mi na czaszkę rogiem czy krawędzią (bo spadają zawsze).



DO WYKONANIA HUŚTAWKI DLA KSIĄŻEK POTRZEBNE BĘDĄ:


  • dwa kawałki upranej uprzednio tkaniny o wymiarach 120x50 cm każdy; Wymiary są zupełnie umowne i zależą od tego, jak szeroką i jak głęboką półkę chcecie uzyskać. Nasza ma ok. 17 cm głębokości i nie wypadają z niej nawet największe książki.
  • maszyna do szycia, nici
  • nożyczki
  • podwójny karnisz Waszego wyboru (u mnie: RÄCKA z IKEA)
  • wiertarka, kołki, wkręty, poziomica



Wiem, nic nie zrozumieliście. Dlatego omówimy to sobie raz jeszcze, na spokojnie:


  1. Oba kawałki tkaniny składamy prawymi stronami do siebie. Obszywamy je ściegiem prostym, kilka mm od brzegu, pamiętając, by zostawić niezszyty fragment ok. 10 cm. Przez tę dziurkę wywijamy nasz prostokąt na prawą stronę.
  2. Ponownie obszywamy dookoła materiał, tym razem na prawej stronie. Przed przeszyciem dobrze jest uprasować brzegi prostokąta, a w szczególności miejsce, gdzie wcześniej zostawiliśmy dziurkę.
  3. Materiał składamy wzdłuż dłuższego brzegu, kilka (5-7) cm od krawędzi i zszywamy w miejscu zaznaczonym na rysunku (4. od dołu) linią przerywaną.
  4. Odwracamy materiał i to samo robimy z drugą długą krawędzią. Od nas (i od efektu, który chcemy uzyskać) zależy, czy wywiniemy brzeg do wewnątrz, czy na zewnątrz.
  5. Przez powstałe tunele przekładamy rurki od karnisza
  6. Wiercimy w ścianie dziury na porządne kołki (dzieci uwielbiają się wieszać na tej konstrukcji) i instalujemy wsporniki od karnisza.
  7. Montujemy huśtawkę na wspornikach, poziomicą sprawdzając, czy aby na pewno jest równo.
  8. Wrzucamy dużo książek. Siadamy. Delektujemy się chwilą, zanim wpadną dzieci i wszystko wyrzucą.




Jestem pewna, że nie jest to moje ostatnie bookslingowe słowo. W kolejnej odsłonie pokoju zrobię dwie lub trzy takie półki i postaram się wymyślić fajniejszy "system nośny" niż te ikeowe karnisze. 
A Wam jak się podoba? Będziecie szyć? Szyyyjcie!
 
[Pssst! Więcej zdjęć sypialni chłopaków (zanim zrównam ją z ziemią) tu:


Spodobał Ci się ten post? Dziel się nim i śledź Piąty Pokój, aby być na bieżąco!

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket

You Might Also Like

0 komentarzy